Bliski finał afery w obornickiej skarbówce

OBORNIKI. Są instytucje, wobec których rzetelności, nasza wiara musi być absolutnie niezachwiana. Obywatel nie może mieć żadnych wątpliwości, co do uczciwości tych, którzy go w jakikolwiek sposób osądzają lub rozliczają.

O zamieszaniu w obornickiej skarbówce już pisywaliśmy. Od pewnego czasu śledziliśmy toczące się tam postępowanie dotyczące przestępstwa poświadczania nieprawdy, które niczym nie różni się od oszustwa. Prokuratura Rejonowa w Obornikach zakończyła badanie wszelkich wątków.

Z ogólnej liczby potencjalnych winnych wyłonionych zostało pięć osób, z czego jedna z nich stanęła już ostatecznie przed sądem. Proceder polegał na poświadczaniu nieprawdy połączonym z korzyścią materialną, taki przynajmniej jest zarzut.

Urząd Skarbowy posiadał pulę pieniędzy na premie. Można je było rozdzielić w różny sposób, tam zrobiono to dość oryginalnie. Pieniądze dostały określone osoby, na podstawie umowy zlecenia. Owa umowa dotyczyła wykonania jakiegoś zadania, które nie zostało jednak wykonane. Dokładnie tak jest przypadku urzędniczki, która będzie przed Sądem Rejonowym w Obornikach odpowiada za to, że poświadczyła wykonanie czegoś, czego nie wykonała, choć wzięła jednak za to konkretne pieniądze.

Tu warto wyjaśnić, że w Urzędzie Skarbowym od dawna trwał i trwa nadal konflikt pomiędzy grupami obornicką i wągrowiecką. Urzędnicy z Wągrowca muszą z daleka dojeżdżać do pracy i robić to, czego nie robili dawniej oraz poddać się rygorom, do których nie byli nawykli. Nie poprawiała sytuacji osoba naczelnik Małgorzaty Ludzkowskiej, która jako oborniczanka była dla tej grupy w pewien sposób obca. Była naczelnik wymagała rzetelnego wykonywania obowiązków i krzywo patrzyła również na takie „drobiazgi”, jak permanentne spóźnienia do pracy i wcześniejsze wyjścia. To co należało do obowiązków szefa, niektórzy urzędnicy przyjmowali jako szykanę.

Konflikt ten zrodził lawinę wzajemnych donosów do różnych instytucji. Małgorzatę Ludzkowską zastąpił ostateczni naczelnik z odległego powiatu. Tymczasem raz poruszona skała toczyła się dalej i donosy nadal płynęły. W tym do Prokuratury.

Sprawa konfliktu i oszustwo to oczywiście dwie różne sprawy. Mają jednak coś w rodzaju wspólnego mianownika. Większości szczegółów aferki skarbowej nie możemy jeszcze publikować, jednak sprawa wydaje się być rozwojowa i prędzej czy później do niej wrócimy.

Podobne artykuły