Psy ważnego prezesa

KOWANÓWKO. Pięknie położoną wieś Kowanówko, a dokładniej cześć, w której niegdyś wydobywano żwir, upatrzył sobie na mieszkanie pewien ważny prezes podpoznańskiej firmy z branży motoryzacyjnej.

Prezes ma już willę i żelazną bramę, ale nie ma jeszcze płotu. By żaden niepożądany gość nie zbliżał mu się do chałupy, prezes trzyma rosłego ochro- niarza i cztery ostre psy.

Kilkanaście dni temu spacerował w pobliżu wspominanego domostwa pewien mieszkaniec Obornik. Nagle rzuciły się na niego psy prezesa i dotkliwie go pogryzły. Mężczyzna z trudem wyrwał się z tarapatów. Korzystając z tego, że rosły ochroniarz odwołał czworonożne bestie, uciekł.

Potem poszedł złożyć skargę na policji. Funkcjonariusz odwiózł go do szpitala, gdzie pogryzionego opatrzono.

Później pojechał z nim do Kowanówka. Właściciela psa ukarał 200 złotowym mandatem i pouczył, że płot mieć trzeba albo psy trzymać na uwięzi. Prezes obiecał pouczenia rozważyć i sprawa przynajmniej dla niego i policji się skończyła.

Pokąsany nieszczęśnik otrzymał po krótkim czasie z sanepidu, wezwanie do okazania zaświadczenia, iż psy, które go pogryzły były zaszczepione przeciwko wściekliźnie. Było tam też ostrzeżenie, że jeżeli takiego zaświadczenia nie przedstawi, to otrzyma serię zastrzyków, na które zgłosi się dobrowolnie lub zostanie doprowadzony na nie przez policję.

Znowu więc ruszył na policję, by uzyskać nazwisko i telefon właściciela psów. Tam usłyszał, że zabrania tego ochrona danych osobowych i sam musi skontaktować się w ważnym prezesem.

Teraz nie wie, co zrobić. Jak pójdzie do domu prezesa, to psy go znów niechybnie pogryzą. Jak nie pójdzie, to grozi mu seria bolesnych zastrzyków.

A swoją drogą, mieszkał sobie pan prezes razem z psami w Poznaniu i co? Źle nam wtedy było?

Podobne artykuły