Żółć odwołany, Adamek woła Amen

OBORNIKI.  Podczas pierwszej sesji obecnej kadencji Rady Miejskiej Obornik dwoje radnych nie mogło z przyczyn formalnych brać udziału w głosowaniu. Jak na minionej sesji oświadczył radny Marek Lemański – nie musieliśmy mieć przewodniczącego, ale mieliśmy wtedy większość, więc wybraliśmy naszą osobę, której ufamy.

Wykorzystanie „dobrego momentu” przez grupę radnych ma się jednak nijak do demokracji. By każdy mógł się wypowiedzieć, radni z klubu SiG złożyli wniosek, aby jeszcze raz wybrać osobę przewodniczącego, gdy będzie na sali pełen skład rady. Obecni większością głosów ten wniosek poparli i głosami 11 do 10 przegłosowano odwołanie Witolda Żółcia z fotela przewodniczącego.

Do nowych wyborów przystąpił ponownie Witold Żółć i Piotr Desperak. Tym razem głosowało 21 radnych a ten ostatni zdobył 11 głosów poparcia, czyli o jeden więcej niż Żółć i został przewodniczącym Rady Miejskiej.
Ustępujący Żółć wstał z fotela posępny i wyrecytował nieco teatralnie, niemal hiobowym głosem – Bóg dał, Bóg wziął, niech będzie chwała Jego, a natchniony tym Kazimierz Adamek zawołał na drugim końcu sali – Amen!

Tak najkrócej można opisać zmianę przewodniczącego, o zapowiedziach której informowaliśmy na naszych łamach już niemal trzy tygodnie temu. Nie powinna być ona dla nikogo niespodzianką.

Działający w tym czasie przewodniczący Żółć składnie prowadził sesje rady i dobrze wywiązywał się ze swych nowych obowiązków. Musiał mieć jednak świadomość, że nie zdołał i nie zdoła zdobyć poparcia większości radnych. Świadczyć o tej świadomości mogły naciski na radnych koalicji rządzącej tuż przed sesją.

Krótko przed sesją ukazała się jego rozmowa w poznańskiej gazecie regionalnej, w której to opowiada o tym, że ku żalowi działaczy SLD chcą go ekspresowo odwołać, a jemu samemu radzono, by nacisnął szefa radnego Nosala – pracującego w firmie Bols – aby zakład pracy nie zwolnił go na sesję i osłabił tym głosy koalicji. Grożono też ponoć jego koledze Adamkowi zwolnieniem z pracy, gdy zagłosuje za Żółciem (o czym piszemy w innym miejscu).

Jeszcze gorzej było na sesji. Nim doszło do głosowania, Marek Lemański zaatakował publicznie Grażynę Urbaniak za to, że podpisała wniosek o odwołanie Żółcia, choć wywodzi się tak jak Lemański z harcerstwa.

Nękana radna wyjaśniła mu w kuluarach, że tak czyni, jak jej sumienie i rozum dyktują a nie druh Lemański, bo ona reprezentuje swoich wszystkich wyborców.

Gdy Andrzej Ilski „zmarszczył brew” po ataku na radną Urbaniak, zaatakował go za to radny Cyranek. Ilski zażądał od niego wówczas przeprosin. W takim oto nastroju zaczęła obrady Rada Miejska. Potem napięcie wciąż rosło i rosło. Najbardziej ucierpiała na tym Grażyna Urbaniak. Gdy opozycjoniści zauważyli, iż jest to osoba łagodna o delikatnej konstrukcji psychicznej, do tego niezahartowana jeszcze w politycznych harcach, stała się łatwym obiektem niewybrednych, by nie rzec, niskich ataków Żółcia i Lemańskiego.

Henryk Łukaszewski zwrócił się do tego ostatniego ze słowami – demokracja tworzy wybór a większość ma obowiązek wzięcia na siebie też i odpowiedzialności za to, co robimy. Opozycję szanujemy i chętnie będziemy z nią współpracować. Grupa ludzi obarczona obowiązkami i zaufaniem społeczeństwa, gwarantuje rozwój miasta i gminy. Radnych, którzy wiedzą, co to moralność proszę, aby dotrzymywali swych wcześniejszych zobowiązań. Opozycja konstruktywna, która pokazuje, co można robić lepiej, zawsze może liczyć na naszą wyciągniętą rękę.

Piotr Desperak w krótkim expose wyjaśnił, że przyjął swoje stanowisko, bo taka była wola większości. – Nie może być mowy o oligarchizacji, bo był to akt demokratyczny. Boli mnie to, jak brzydko potraktowano radną Urbaniak, chcąc odebrać jej prawo do własnego wyboru.

Gdy już niczego nie można było zmienić, radni opozycji obrazili się na koalicję i przestali aktywnie uczestniczyć w sesji.

Uchwalano nowe stawki podatkowe, nowe ceny wody i ścieków oraz nowe opłaty na rok przyszły. Radni opozycji przyjmowali je milcząco, nie głosując za, ani przeciw a nawet nie wstrzymując się od głosu. Skupieni na kawie i ciastkach milcząco obserwowali przebieg sesji.

Zrobili tym wielki zawód swym wyborcom. Mieszkańcy Kowanówka wybrali aż dwie radne, by reprezentowały interesy ich wsi. Obie panie milcząco przyjmowały kolejne uchwały nie bacząc na dobro swych wyborców. Nie jest to zapewne najlepsza metoda sprawowania władzy ustawodawczej. Należy mieć jednak nadzieję, że niebawem włączą się razem z resztą kolegów do czynnego sprawowania mandatu, odrzucając na bok dąsy i wzajemne animozje.

Namawiał ich do tego gorąco Henryk Łukaszewski, kilkakrotnie zapewniając o wyciągniętej ręce. Na koniec dał do zrozumienia, że nie zamierza nikogo przepraszać za to, że jego ugrupowanie wygrało wybory. Z tym trzeba się będzie po prostu pogodzić.

Podobne artykuły