Michalak bierze dietę i grozi

OBORNIKI. W poprzednim numerze gazety napisaliśmy słów kilka o radnym Arturze Michalaku. Choć nasz tekst był w zasadzie dość grzeczną filipiką w sprawie braku obowiązkowości u radny, jednak widać jej ostrze boleśnie go dosięgło, oburzył się bowiem na nas gniewem godnym większej sprawy. Zabrał głos, aby wykrzyczeć – oczernił mnie ten artykuł. To niskie i prymitywne. Walczycie z nami, bo jesteśmy żółci. Liczę na sprostowanie. Sprostowania jednak nie przysłał, zatem prostujemy sami.

Radny twierdzi, że popełniliśmy błąd, bo nie opuścił on sesji w drodze do kasy, którą ponoć minął wielkim łukiem, lecz udał się do ZUS-u, gdzie miał ważny interes. Kasę odwiedził, jak wyjaśnił, znacznie później, by wziąć z niej pełną stawkę diety w kwocie 168 złotych.

Zapewne tak właśnie było. Skoro uważał, że należy mu się pełna dieta za sesję, to też jego sprawa. Dla przykładu, w odróżnieniu od niego, radny Janusz Kominek mając trudny wybór pomiędzy obowiązkiem radnego wobec wyborców a obowiązkiem lekarza wobec chorych, starał się zadowolić obie grupy i przyszedł na sesję na krótko, w fartuchu lekarskim. Głosował tylko w pierwszej części sesji a potem wrócił do oczekujących go pacjentów. Nim to zrobił, złożył pismo z prośbą o potrącenie mu części diety za czas nieobecności. Było to bez wątpienia uczciwe.

Michalak też opuścił poprzednią sesję, ale z diety nie zrezygnował. Na kolejnej sesji siedział do końca, bawiąc się kamerą w czasie, gdy inni radni ustalali podatki i opłaty na rok przyszły. Tak dotarliśmy do problemu – obowiązku. „Gmina to wielki zbiorowy obowiązek”, można by rzec parafrazując Cypriana Kamila Norwida. Służąc gminie, jej obywatelom, swoim wyborcom, trzeba czasem wiele poświęcić.

Radny Artur Michalak niczego nie poświęca i źle znosi krytykę. Po naszym tekście na swój temat, groził nam na przemian procesem sądowym lub spotkaniem w ustronnym miejscu z dwoma wyborcami, cokolwiek miałoby to znaczyć.

Niestety, osobie publicznej nie da się uciec od oceny, w tym również krytycznej. Najlepszym sposobem na „dobrą prasę” jest godne wypełnianie podjętego obowiązku. Próby zastraszania prasy zawsze kończą się porażką. Jeden z radnych w Szamotułach otrzymał nawet za  słowną groźbę pod adresem dziennikarza wyrok więzienia. Artur Michalak chciał abyśmy przeprosili jego wyborców za to, co napisaliśmy. Przepraszamy więc za to, że uzyskał najgorsze poparcie w historii wyborów samorządowych gminy Oborniki. Przepraszamy też za to, że jako pierwszy radny tej kadencji opuścił sesję na długo przed końcem i wziął za to dietę z pieniędzy podatników.

Dziwi nas niewspółmierna reakcja radnego na krytykę, puszczamy jednak w niepamięć groźby i życzymy mu tą drogą Wesołych Świąt.

Podobne artykuły