Kiedy urzędnicy drzemią

JARACZ. Państwo Klara i Józef Ć., są ludźmi grubo po 70-ce. Oboje spracowani i nękani licznymi chorobami. Marzą o spokoju i godnej starości. Mieszkają w domku położonym we wsi Jaracz. Przy domu jest ogród a w nim kilka drzew owocowych. Za ogrodem są sąsiedzi i to stanowi dla państwa Ć., największy problem.

Wedle ich pamięci, sąsiad wybudował na granicy działek 19 lat temu drewnianą szopkę na narzędzia ogrodnicze i temu podobne sprzęty. Nic nie wówczas nie mówili, bo jak twierdzą, bali się go, gdyż był partyjny i miał znajomości w samej Pile.

Dwa lata temu sąsiad szopkę rozebrał, ale natychmiast w jej miejsce wybudował podobną, tyle że mieszkalną. Państwo Ć., nie wyrazili nigdy na nią zgody. Szopka ma dach pochylony na ich stronę i woda opadowa ścieka im na ogród. Ponadto szopka ocienia go, uniemożliwiając wzrost. Jednak najgorszym problemem jest brak zgody pomiędzy sąsiadami a sprawa samowolki, niczym oliwa dolana do ognia, konflikt podsyca.

Pani Klara i jej małżonek chcieliby dom sprzedać i przeprowadzić się w strony pana Józefa. Potencjalnych kupców odstrasza jednak sporna samowolka. Boją się, że konflikt przeniesie się na nich i rezygnują z kupna.

Państwo Ć., powiadomili o nielegalnym wbudowaniu się w ich działkę Powiatowego Inspektora Budowlanego. Pani Danuta Wojtkowiak przybyła i sporządziła protokół. Następnie wydała decyzję o koniczności rozbiórki samowolki posadowionej bez pozwoleń i zbyt blisko działki sąsiada przez pana Ludwika S.

Pan Ludwik odwołał się od tej decyzji do województwa, a tam decyzję pani Wojtkowiak cofnięto do ponownego rozpatrzenia, bowiem była oparta na lakonicznym uzasadnieniu i obarczona licznymi wadami. Czas płynął a państwo Ć., czekali. W końcu Powiatowy Inspektor Budowlany wstrzymał użytkowanie budynku, choć faktycznie był on wciąż zamieszkały przez parę młodych ludzi z dwojgiem dzieci.

Czas nadal płynął a międzysąsiedzkie waśnie przybierały na sile. Wreszcie 12 maja 2005 roku Danuta Wojtkowiak wydała nakaz rozbiórki samowolki a pomimo odwołania Ludwika S., miesiąc później Wojewódzki Inspektor Budowlany utrzymał ją tym razem w mocy, jako ostateczną.

Czas wciąż płynął a państwo Klara i Józef nadal nie mogli sprzedać domu, wyjechać i zaznać wreszcie spokoju, na który bez wątpienia zasłużyli po długim i pracowitym życiu. W czasie półtora roku bezczynności urzędników Starostwa jeździli do pani Wojtkowiak – i nic. Jak twierdzą, mówiła, że to dobrze, iż sąsiad nie respektuje jej nakazu, bo przez to zapłaci większą karę. Im jednak nie zależy na jego karze, lecz własnym spokoju.

Gdy wizyty u pani Wojtkowiak niczego nie dawały, pan Józef udał się do samego starosty Żuromskiego. Wezwał on panią inspektor i zapisał sobie coś w notesie i nadal nic, skarżył się nam bezsilnie pan Józef.

Nasza wizyta w Jaraczu bardzo zdenerwowała sąsiadów państwa Ć. Kobieta mieszkająca w samowolce zapewniła nas krótko – Będę mieszkała ile będę chciała. Dzwoniący do redakcji mężczyzna szczerze radził abyśmy lepiej nic o tym nie pisali, bo zobaczymy, co się stanie (!).

Staruszkowie są zastraszeni i nie widzą znikąd ratunku. Nie dba o nich władza z Rogoźna. Powiatowy Inspektor Budowlany wykazała się karygodną indolencją, nie mogąc przez ponad dwa lata załatwić prostej sprawy. Starosta też nie wiele dba o interes prostych ludzi.

Wyjazd w strony męża jest dla pani Klary wciąż tylko marzeniem. Każdy dzień jest dla nich prawdziwą gehenną. Zmagają się ze starością, chorobami, sąsiadami i bezdusznymi urzędnikami. Jedyna nadzieja w tym, że zbliżające się wybory skuszą któregoś z kandydatów do zajęcia się sprawą państwa Ć., wierząc, że wyborcy to docenią.

Podobne artykuły