Żądamy dwóch lat pozbawienia wolności dla starosty Żuromskiego

OBORNIKI. Ubiegły tydzień obfitował w ataki polityków na wolne media. To znak zbliżających się wyborów. Media patrzą w imieniu  społeczeństwa władzy na ręce, a władza tego strasznie nie lubi. Gdy obornicki starosta Żuromski zaczął się niedawno odgrażać, że nam jeszcze pokaże, wiedzieliśmy, iż pewnie to zrobi. Teraz wiemy już nawet jak. W minionym tygodniu wydał za społczene pieniądze swój ostatni Biutentyn, nazywając go tym razem „Biuletynem”. Przyświecał mu w tym tylko jeden cel, aby nas poddać surowej krytyce. Jednak nawet tego nie potrafił zrobić porządnie.

Pierwsze strony pomijamy, bo służą mu jedynie jako autoreklama. Na co drugim zdjęciu kazał umieścić samego siebie. Jest więc tam Antek na wizytowo, Antek na luzie i Antek jako taki. Więcej nie ma nic. By strony nie były całkiem puste, zapełnił je szeregiem cyfr, bez ładu i składu, które nie dość, że są sprzed czterech miesięcy, wyrwane z kontekstu, to się nawet nie bilansują. Na domiar złego ujawniają na jak bardzo żenująco niskim poziomie planowano inwestycje, czy kulturę i sport.

Sedno Biuletynu znajduje się na przedostatniej stronie. Zaczyna się on od dość wrednej insynuacji, co do legalności i praw do naszego tytułu i urządzeń. Jest to czystej wody pomówienie, które musi znaleźć swój finał w sądzie.

Dalej starosta atakuje nasz sposób informowania o faktach, zdarzeniach i rzeczach, których bywamy świadkami, bądź zdobywamy o nich informacje z co najmniej kilku niezależnych źródeł. To dziennikarskie abecadło i piszemy o tym jedynie dlatego, żeby było wiadomo skąd wiemy to, co piszemy.

Ujawniliśmy więc, że w, jak to sam określił „nienagannie działającym Starostwie”  dopuścił do tego, iż bezrobotni stracili szanse na kilkaset tysięcy z Wojewódzkiego  Urzędu Pracy, że utrzymywał za pieniądze podatników fikcyjną szkolę bez dzieci w Miłowodach, że bodaj żadna z inwestycji powiatowych nie była wolna od błędów, że lżył rolników i osoby o innych zapatrywaniach politycznych, niż on. Ujawniliśmy skandal z blokowaniem remontu śluzy. Wykazaliśmy jak toleruje łamanie prawa przez swych urzędników prowadzących działalność gospodarczą, co doprowadzało do konfliktu interesów oraz jak „negocjował” z niektórymi radnymi, by głosowali tak jak chciał. Ujawniliśmy, że nasz powiat, jako jedyny w Wielkopolsce nie skorzystał z funduszy unijnych i wiele innych spraw, co można znaleźć na naszych łamach. Wykazaliśmy, że nasz starosta wpisuje się niestety doskonale w pierwszą regułę prawa Murfiego, iż jeżeli coś może pójść źle, to na pewno jemu tak właśnie pójdzie.

Można sięgnąć po inne gazety lokalne, po Głos Wielkopolski czy Gazetę Poznańską. Można przeczytać krytykę naszych władz powiatowych w Gazecie Wyborczej, czy w bodaj ostatnim ogólnopolskim Gazecie Samorządowej, która porusza przykład łamania prawa w obornickim starostwie tolerowane przez starostę.

Żuromski żali się w Biuletynie, że to przez nas nie ma należnego szacunku. Tego towaru nie dostaje się jednak na tacy wraz z nominacją i poborami. Na szacunek trzeba ciężko pracować.

Swój artykuł starosta zakończył półprawdą o procesie, jaki nam niegdyś wytoczył w imieniu Powiatu Obornickiego, czyli w imieniu wszystkich mieszkańców.  Obrażony utożsamił się bowiem z całym powiatem, chcąc procesować się za pieniądze społeczne, a nie swoje własne.

W sądzie zaprotestowaliśmy przeciwko utożsamieniu się starosty z powiatem. Odmówiliśmy więc argumentowania naszych racji protestując przeciw pojęciu – powiat to ja. Nie mogliśmy się zgodzić, by jakiś Antek w imieniu całego 50-tysięcznego Powiatu Obornickiego, z nami włącznie, pozwał nas o dwa nasze artykuły (oba dotyczyły tej samej sprawy). Mając nawet pisemne dowody na zawarte w artykułach fakty, zaryzykowaliśmy ich nieujawnianie i niestawiennictwo w sądzie a Wysoki Sąd w tej sytuacji postąpił, jak musiał, karząc nas nakazem przeprosin całego Powiatu Obornickiego i nawiązką pieniężną.

Nie o marne pieniądze nam jednak chodziło i chętnie wysłaliśmy je Obornickiej Fundacji Zdrowia, by służyły naszym Czytelnikom. Ważniejsza była dla nas zasada. Sąd drugiej instancji po kilku tygodniach  rozważań podtrzymał wyrok pierwszej, a my wystąpiliśmy wreszcie do Sądu Najwyższego z wnioskiem o kasację wyroku.

Jak wyjaśniła nam nasza kancelaria prawna, w tej konkretnej sprawie występuje tak zwane  istotne zagadnienie prawne, które rozstrzygnąć jest władny ostatecznie tylko Sąd Najwyższy. To jest właśnie powód, dla którego nasze przeprosiny ukazać się nie mogą. Mamy wiarę graniczącą niemal z pewnością, iż Sąd Najwyższy wyrok uchyli. Pieniądze wyegzekwujemy od powiatu z procentami, ale przeprosiny są funkcją ostateczną i cofnąć się ich już nie da. Dlatego prawo pozawala nam na zwłokę.

Sąd Najwyższy przyjął naszą kasację i wyda orzeczenie najprawdopodbniej za kilka miesięcy. Starosta o tym wie, ale ponieważ już wtedy z pewnością starostą nie będzie, pisze teraz półprawdy o wyroku, który jeszcze ostatecznym nie jest.

Przykro nam, że na koniec swojej nieudanej kadencji, starosta Żuromski posługuje się oszczerstwami, pomówieniami i półprawdami w stosunku do mediów. Niestety, nie jest politykiem z klasą. Nam   nie pozostaje nic innego, jak wyciągnąć z tego faktu konsekwencje. Nasza kancelaria przygotowuje oskarżenie Żuromskiego przed sądem karnym o pomówienia i oszczerstwa. Będzie się tam musiał stawiać starosta za własne, a nie społeczne pieniądze. Ze względu na stanowisko jakie piastuje, zażądamy najwyższego możłiwego wymiaru kary – dwóch lat pozbawienia wolności.

Podobne artykuły