Twierdzą, że to obornicki obóz pracy

. Po doniesieniach o włoskich czy angielskich obozach pracy, w których bezlitośnie wykorzystuje się tanią siłę roboczą, do naszej redakcji zgłosili się pracownicy Huty Lucyna. – Napiszcie o obornickim obozie pracy. Tu też jest wyzysk i złe traktowanie pracujących.  

Nie zgadzamy się z określeniem „obornicki obóz pracy”, jednak informacje przekazane nam, muszą budzić poważne obawy wobec łamania podstawowych praw pracowniczych, a nawet ludzkich. Zatrudnieni w Hucie Lucyna w zawodach poza-hutniczych skarżą się na wyjątkowo trudne warunki pracy, niczym nie rekompensowane. Uważają, że są po prostu wyzyskiwani. Rozmawialiśmy z wieloma osobami, które taki stan rzeczy potwierdzały.

Po kilku tygodniach starań udało nam się porozmawiać również z właścicielem huty Januszem Nowakowskim. Boli go określanie jego zakładu mianem obozu pracy. 26 lat pracował na dobrą opinię a wymagało to wiele wysiłku. Przez zdecydowaną cześć tego czasu ją miał, teraz przekazał zakład synowi i dobra opinia runęła w gruzy. W rozmowie z nim nie omieszkaliśmy oświadczyć, iż wszyscy krytykujący stosunki panujące w hucie twierdzili, że za jego czasów tak nie bywało. Pracowało się dobrze a wynagrodzenie satysfakcjonowało. Teraz warunki są okropne a wypłata daleko odbiega od tego, co się pracownikom obiecuje w dniu przyjęcia do huty.

Janusz Nowakowski wyjaśniał – płacimy najniższą krajową plus premia uznaniowa.

W tym problem, że premii nigdy prawie nie ma. Wystarczy byle pretekst, by ją stracić, skarżyli się pracownicy.
Stało się już normą, iż premia jest rzadkością, traci się ją nawet z powodu braku przypiętego identyfikatora. Traci się na rok premię za przebywanie na zwolnieniu chorobowym. Pracownicy, nie będący hutnikami, skarżą się też na to, że muszą pracować w swojej odzieży, bo nie dostają odzieży ochronnej. Gdy prosili, choć o wypłatę ekwiwalentu za swoją prywatną odzież, obniżono im płacę o wysokość ekwiwalentu a ponadto obciążono ich kwotą po 60 złotych.  Tak twierdzą pracownicy.

Na spożycie śniadania mają jedynie 15 minut – (a nie 30 jak hutnicy). Nim dotrą do stołówki i umyją ręce, na jedzenie nie starcza już czasu. W tej sytuacji jedzą przy stanowiskach pracy w warunkach urągających wszelkiej higienie. Jeśli ktoś nie zdąży zjeść nim zadzwoni dzwonek, też straci premię. W czasie jednej zmiany mają jedynie trzy wyjścia do toalety.

Takie są przepisy. To zgodne z kodeksem, wyjaśnił pan Nowakowski.

Kobiety skarżyły się: Jest tylko jedna toaleta damska i męska na około 40-50 osób. Pozostałe są do wyłącznego użytku kierowników.

To bzdura – odpowiada właściciel huty. To słowo padało w naszej rozmowie bodaj najczęściej. – Mamy tyle toalet, ile wymagają przepisy. Jesteśmy z tego rozliczani przez służby sanitarne i inspekcję pracy.

Poskarżyliśmy się w Państwowej Inspekcji Pracy na złe warunki pracy w matowni. Gdy miał przybyć inspektor na kontrolę, zamknięto matownię. Pracowała jedynie nocą, by uniemożliwić mu oględziny tego wydziału, gdzie pracujemy ciągle w kwasach.  Tak twierdzą niektórzy pracownicy.

Bzdura – znów usłyszeliśmy od pana Nowakowskiego. Było gorąco, więc przenieśliśmy pracowników na noc jedynie dla ich dobra a ludzie poprzekręcali sprawę od d..ej strony.

Nie na upały skarżyli się jednak pracownicy. Bardziej na mrozy. – Zimą marzliśmy na hali, parę osób niemal odmroziło sobie ręce. Pracując na szlifierni, chodzimy do pracy wcześnie rano, a nie majmy ciepłej herbaty w największe nawet chłody. Na szlifierni ciepła woda jest tylko na myjce. Musimy wciąż trzymać ręce w lodowatej wodzie.

Wiele skarg dotyczyło też samej organizacji pracy i łamania praw pracowniczych. Gdy przyjdziemy rano do roboty – bywa tak, że dopiero na stanowiskach dowiadujemy się, że pracy teraz nie ma i musimy brać urlop. Za gotowość do pracy nie mamy żadnego zadośćuczynienia. Naszymi urlopami steruje firma a nie pracownik. Gdy jedna z koleżanek wzięła wolne na pogrzeb, odrabiała to później pracując 16 godzin non-stop. Gdy jakaś kobieta chce dostać od lekarza opiekę nad chorym dzieckiem, musi to zgłosić w firmie dwa dni wcześniej.
To jest prawidłowe, takie są zasady wszędzie, zapewnił nas właściciel huty. Wymagamy pracy i tyle.
Pracujemy ile sił, ale płace otrzymujemy za to na raty, tak jak i chorobowe, narzekali pracownicy.

Płacimy jak możemy. Nie mam pieniędzy i nic na to nie poradzę, usłyszeliśmy w wyjaśnieniu.

Innego rodzaju problemem jest nieprzestrzeganie, zadaniem zatrudnionych, przepisów BHP. Pakowaczki są kierowane na piłę, gdzie muszą pracować bez żadnego przeszkolenia. Pracują w hucie beż żadnych badań lekarskich dopuszczających do takiej pracy. Kobiety muszą pchać ciężkie wózki drogą bez podjazdów, dźwigają z daleka kosze ważące ponad 20 kg także miednice z piaskiem. Gdy kierownik nie chce wydać piasku, trzeba go sobie wydłubywać na kolanach z brudnych kanałów. Gdy ktoś potnie ręce czy się poparzy, nie ma w apteczce podstawowych materiałów opatrunkowych.

Pan Nowakowski obciąża tym w pewnej mierze osoby kierujące pracą. Dodaje też, borykamy się z różnymi problemami, nie jesteśmy tu po to, aby stworzyć obóz pracy, czy inne bzdury. Mamy ogromne problemy z zatrudnieniem. Brakuje ludzi do pracy i myślałem, że o tym chcecie pisać. To jest problem społeczny i wszyscy wokół o tym mówią. Nie mamy przez to warunków do prowadzenia firmy.

Na nasze stwierdzenie, że zawsze coś z czegoś wynika, pan Nowakowski powiedział – oczywiście, że wynika. Jest złe gospodarowanie. To państwo jest chore. Zdaję sobie sprawę z tego ile mój pracownik powinien zarabiać, ale to jest nierealne. Pracownik też ma jakieś wyobrażenia, ale ja muszę realniej od niego myśleć. Teraz zostałem zaskoczony 40% podwyżką gazu. Muszą zapłacić więcej o 300 tysięcy a za towar mi nikt nie płaci. Chińskie szkło wjeżdża w postaci lamp i nie można z tym konkurować.

Trudno się nie zgodzić z panem Nowakowskim. Drożeje gaz a tanie towary zalewają rynek. Tylko jak się to ma do oczekiwań jego pracowników. Im też drożeje, oni też maja problemy. Im też jest nie łatwo. Nie dziwimy się więc, że Huta boryka się z brakiem pracowników.

Podobne artykuły