Przypadki siostry E.

OBORNIKI. Do naszej redakcji wpłynął list od czytelniczki, która wiele czasu spędziła w szpitalu opiekując się ojcem. Rozmawiała z wieloma osobami a swoje spostrzeżenia przekazała nam z prośbą, byśmy je opublikowali w nadziei, że pomoże to w poprawie doli chorych, leczących się w obornickiej placówce. Spełniamy tę prośbę, gdyż o ile sam szpital spełnia ważną rolę a jego personel w przeważającej części, to wspaniali i bardzo oddani ludzie, to przecież wystarczy jedna, czy kilka osób, by obraz całości został mocno wypaczony.

Oglądając telewizję i czytając prasę bardzo często napotykamy na informacje dotyczące pracy pielęgniarek. Ich praca należy do odpowiedzialnych za zdrowie i życie pacjentów. Jest ciężka i nikt nie kwestionuje faktu, że trudna. Warto podkreślić, że w chwili obecnej pielęgniarki wykonują dodatkowe zajęcia należące niegdyś do salowych. Opieka nad pacjentami wymaga cierpliwości, nieustannego ruchu, dobrej koncentracji. Niestety, płaca jaką otrzymują osoby wykonujące ten zawód, nie jest adekwatna do ich obowiązków. Jednakże nie usprawiedliwia to faktu, iż niektóre pielęgniarki w ogóle nie powinny pracować w służbie zdrowia. Chciałabym podkreślić, iż jest kilka osób bardzo miłych i oddanych swojej pracy, mają cierpliwość, wykazują zrozumienie i empatię – szczególnie na oddziale długoterminowej opieki medycznej. Człowiek życzliwy, uśmiechnięty, łagodny jest jak balsam dla duszy chorego, cierpiącego człowieka, Niestety, nie wszyscy wykazują te cechy, czasem bywa wręcz odwrotnie.
Pielęgniarką godną potępienia jest niejaka siostra E. Wielokrotnie byłam wraz z rodziną i znajomymi świadkiem mało delikatnego zachowania owej pielęgniarki. Zwracała się do umierającego człowieka „Ruszaj się, bo zgnijesz."  Czy taka osoba powinna pracować na tym stanowisku? Pracownica ta odezwała się tak w obecności nie tylko rodziny, ale i innych chorych. Do osiemdziesięcioparoletniego chorego zwracała się per „Ty", była ciągle niezadowolona, poruszała się po salach ze skwaszoną miną. Przy przewracaniu starego człowieka na bok szarpała (to najwłaściwsze określenie) wraz z innymi jego chore ciało, które było sztywne bynajmniej nie z powodu braku chęci pomocy z jego strony, ale z powodu słabego krążenia. Często słyszeliśmy „ Nie chce się ruszać i krzyczy", jakby to było winą tego biednego człowieka. Chciałabym, aby ludzie o tym przeczytali, może siostra E. zmieni zawód albo zacznie pracować nad swoimi negatywnymi emocjami i zacznie odnosić się do ludzi z należnym im szacunkiem.
Jedno jest pewne, nie wszystko funkcjonuje dobrze. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego zabiera się choremu materac przeciwodleżynowy, jeśli zatrzymuje się gow szpitalu właśnie z powodu odleżyn?
Niech moje obserwacje skłonią nas, ludzi, do refleksji nad życiem, cierpieniem chorego człowieka, zwłaszcza, jeśli ma się z nim bezpośredni, codzienny kontakt.

(Dane osobowe znane redakcji)

Podobne artykuły