Sprawiedliwość w końcu zatriumfowała, szkoda że w Poznaniu, a nie w Obornikach

OBORNIKI. Wiosną 2005 roku pisaliśmy o bulwersującej sprawie wypadku, do którego doszło 28 lutego. Tego dnia pani Jadwiga S. wracając do domu, przechodziła przez jezdnię ulicy 11 Listopada i na wysokości ulicy Kowanowskiej została potrącona przez nadjeżdżający od strony Piły Daewoo Nubira.

Pani Jadwiga przekraczała jezdnię prawidłowo, przejściem dla pieszych. Przed przejściem zatrzymał się jadący od strony Poznania samochód dostawczy, ale jadący z kierunku przeciwnego Nubirą wysoki urzędnik powiatowy (starosta złotowski) nie stanął i potrącona przezeń starsza pani ocknęła się dopiero w szpitalu. Gdy doszła do siebie odwiedził ją policjant, by poinformować, że zostanie ukarana mandatem za spowodowanie wypadku.

Był to dla niej kolejny szok. Nie dość, że ucierpiała przechodząc przez jezdnię prawidłowo przejściem dla pieszych, to jeszcze ma zapłacić wysoki mandat, co przy jej skromnych dochodach było bardzo poważnym obciążeniem. Jednak najbardziej bolała ją niesprawiedliwość.

Odmówiła przyjęcia mandatu wierząc, że znajdzie sprawiedliwość w sądzie. Sąd zbadał sprawę wnikliwie, powołał tak zwanego „eksperta” a potem nawet drugiego i przesłuchał świadków. Sprawa trwała długo, bo od wiosny aż do zimy.

Ostatecznie wyrokiem z dnia 8 grudnia 2005 roku Sąd Rejonowy w Obornikach uznał Jadwigę S. za winną tego, że weszła nagle na jezdnię przed jadący samochód powodując tym zagrożenie dla bezpieczeństwa w ruchu drogowym i wymierzył jej karę nagany oraz obciążył obwinioną kosztami postępowania.

Nie dość, że ucierpiała w wypadku, cierpi niesprawiedliwość, to jeszcze musiała za to słono zapłacić.

Za namową znajomych zaskarżyła powyższy wyrok w Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Ten również wnikliwie zbadał sprawę a następnie wyrok Sądu Rejonowego w Obornikach zmienił w całości uznając panią Jadwigę za niewinną.

Sądowi obornickiemu zarzucił – naruszenie prawa poprzez jego niewłaściwe zastosowanie, błędną ocenę okoliczności faktycznych przyjętych za podstawę wyroku i wyciągnięcie z zebranego materiału dowodowego niewłaściwych wniosków prowadzących do skazania obwinionej, gdy tymczasem przeprowadzone dowody nie stanowią podstawy do uznania winy Jadwigi S., i skazania jej za rozstrzygane wykroczenie.

Najwięcej zarzutów padło jednak pod adresem biegłego sądowego z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych T. M., którego opinia, jak wynika z pisemnych motywów wyroku, – była istotną podstawą rozstrzygnięcia sądu pierwszej instancji.

Jak wynika z akt sprawy biegły nieprawidłowo określił położenie samochodu marki Daewoo Nubira, bezzasadnie przyjął, że w dniu zdarzenia nawierzchnia jezdni była mokra, a nie jak wynika z protokołu oględzin – jedynie wilgotna, a także nieprawidłowo określił odległość dzieląca miejsce zdarzenia od wiaduktu. Wytknięto mu też nieścisłości i niczym nie poparte twierdzenia, które jego zdaniem, zostały zawarte we wspomnianej opinii.

Zastrzeżenia budziła także nieprawidłowe ustalenie przez biegłego prędkości z jaką poruszała się obwiniona przechodząc przez przejście dla pieszych. W końcowej części uzasadnienia padł zarzut pod adresem obornickiego Sądu Rejonowego, iż ten zastosował błędną interpretacje materiału dowodowego, wyrażająca się w przyjęciu, iż obwiniona wtargnęła na jezdnię.

Sąd Okręgowy odniósł się do zarzutu, jak widać, fatalnej oceny zgromadzonego materiału dowodowego.  W istocie, mając na uwadze odległość od krawędzi jezdni do miejsca potrącenia pokrzywdzonej, nie sposób uznać, iż wtargnęła ona na jezdnię.
Sąd rejonowy ustalił bowiem, iż do wspomnianego zdarzenia doszło w miejscu oddalonym o 2,6 od krawędzi jezdni. Zatem biorąc po uwagę przybliżoną prędkość chodu osoby w wieku 66 lat należy uznać, iż w momencie zbliżania się samochodu marki Deawoo Nubira obwiniona znajdowała się na przejściu dla pieszych i to jej przysługiwało pierwszeństwo.

Dodajmy, że art. 13 ust. l ustawy z dnia 20 czerwca 1997 roku Prawo o ruchu drogowym stanowi, że pieszy znajdujący się na przejściu dla pieszych ma pierwszeństwo przed pojazdem.

To stwierdzenie znane policjantom i bez wątpienia Sądowi Rejonowemu, sąd wyższej instancji przypomniał, jak zapomniane przykazanie.

Istotne znaczenie ma tu ocena zachowania obwinionej przed wejściem na przejście dla pieszych – twierdzi dalej w swym uzasadnieniu sędzia Sądu Okręgowego. O ile trafne jest przyjęcie przez sąd pierwszej instancji, że w zaistniałych okolicznościach Jadwiga S., mogła przypuszczać, iż kierujący samochodem Daewoo ustąpi jej pierwszeństwa na przejściu dla pieszych, to już konkluzja w postaci twierdzenia, że powinna zdawać sobie sprawę z jego ograniczonych możliwości w tym zakresie, jest zbyt daleko idąca. Powyższe rozumowanie polega de facto na przerzuceniu odpowiedzialności za niezachowanie należytej ostrożności w pobliżu przejścia dla pieszych i nie zredukowaniu prędkości pojazdu przez kierowcę Józefa M., na obwinioną. Skoro bowiem ustalono, iż w zaistniałych okolicznościach Jadwiga S., obowiązkiem kierującego pojazdem Daewoo było takie zachowanie, które umożliwiłoby jej bezpieczne opuszczenie jezdni. Należy podkreślić, że obwiniona sygnalizująca zamiar przejścia przez przejście dla pieszych była widoczna dla kierującego samochodem, oczywiście przy założeniu, że w sposób należyty obserwował on przedpole jazdy.

Zastrzeżenia musi budzić również to, że dano wiarę zeznaniom świadków Józefa M. i starosty Mirosława J., podczas, gdy ich relacje zawierały liczne i istotne sprzeczności. Świadkowie ci w odmienny sposób podają odległość, jaka dzieliła ich pojazd od przejścia dla pieszych w momencie, kiedy obwiniona rozpoczęła pokonywanie jezdni, pisze w uzasadnieniu wyroku sędzia sądu odwoławczego. Różnice dotyczą także dystansu, jaki dzielił ich auto od poprzedzającego samochodu ciężarowego. Wbrew twierdzeniom sądu pierwszej instancji obwiniona w trakcie pokonywania przejścia dla pieszych zachowała należytą ostrożność. Jak wynikało z jej wyjaśnień, nie kwestionowanych w tej części przez sąd rejonowy, a także częściowo z zeznań świadków Józefa M. oraz Mirosława J., – przed wkroczeniem na jezdnię bacznie obserwowała oba kierunki jazdy. Obwiniona wkroczyła na przejście dopiero w momencie, gdy pojazd jadący z kierunku Poznania zatrzymał się, a drugi, jadący z przeciwka, znajdował się w takiej odległości, która pozwalała mu na podjęcie manewru hamowania.

Powyższe okoliczności wskazują jednoznacznie, iż obwiniona nie złamała przepisów i nie weszła bezpośrednio przed jadący pojazd. Należy zaznaczyć, iż Jadwiga S., pokonywała jezdnię na ul. 11 Listopada przechodząc w miejscu do tego wyznaczonym, a także mogąc przypuszczać, że w związku z tym kierowcy korzystający z jezdni, widząc na jej krawędzi straszą osobę przygotowującą się do przejścia, zachowają w tych warunkach szczególną ostrożność. Jednocześnie kierujący pojazdem Daewoo, zbliżając się do przejścia dla pieszych, zobowiązany był do zachowania takiej właśnie ostrożności, a także ustąpienia pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na tym przejściu.

W świetle wskazanych okoliczności należy dojść do przekonania, iż Sąd Rejonowy w Obornikach nieprawidłowo ocenił dowody z zeznań świadków a także opinii biegłego. Ustalenia faktyczne poczynione w oparciu o wymienione dowody wykazują błędy natury faktycznej oraz błędy logiczne.

Mając powyższe na uwadze oraz to, że obwiniona zachowała się właściwie, nie popełniając zarzucanego jej wykroczenia, Sąd Okręgowy zmienił wyrok Sądu Rejonowego i uniewinnił panią Jadwigę od popełnienia zarzucanego wykroczenia a kosztami postępowania obciążono Skarb Państwa, czyli nas wszystkich.

Czemu koszty całego tego zupełnie niepotrzebnego postępowania nie spoczną na barkach startosty złotowskiego, czy też tych ludzi w obornickim wymiarze sprawiedliwości, którzy doprowadzili do kuriozalnego wyroku w pierwszej instancji? Zapewne wynika to z przepisów prawa, aczkolwiek gdyby niektórzy musieliby uderzyć się po kieszeniach, przestaliby może  twierdzić w przyszłości, że to staruszka przechodząca przez pasy winna jest temu, że wpadł na nią samochód.

Trudno jest dociec, dlaczego obornicki wymiar sprawiedliwości z uporem wartym większej sprawy, starał się skazać staruszkę za czyn niepopełniony. Marni biegli nie mogą być przecież tego usprawiedliwieniem. Obywatele oczekują, iż policja i sądy staną po stronie sprawiedliwości, a zwłaszcza biednych, uczciwych ludzi przeciwko urzędniczej bezduszności.
Proszę sobie wyobrazić, co czuje osoba, której się odmawia elementarnej sprawiedliwości. W tym konkretnym przypadku pani Jadwiga stanęła sama przeciw wielkiej machinie w mundurach, togach i z eksperckimi legitymacjami. Popierała ją jedynie maleńka grupka przyjaciół i nasza redakcja. Choć początkowo mogło się jej wydawać, że Temida służy w Obornikach jedynie systemowi, jednak sprawiedliwość zatriumfowała i pani Jadwiga znów może w nią zacząć wierzyć.

Podobne artykuły