Ze strzelbą na strusia

POWIAT OBORNICKI. Jakiś czas temu pogranicze gmin Ryczywół i Rogoźno obiegła wieść o tym, że po wsiach i polach biega jakiś struś.

Zawsze po wsiach biegało ptactwo, ale do tak sporego drobiu mieszkańcy nie zdążyli się jeszcze przyzwyczaić.

Struś zbiegł z farmy w Jaraczu. Strażnicy z Rogoźna ruszyli na safari, by pojmać zbiega. Nie było to łatwym zadaniem.

Wezwano więc posiłki z Obornik. Oborniccy strażnicy są wyposażeni w strzelbę palmera miotającą pociski ze środkiem usypiającym, stosowaną do usypiania bezpańskich psów. Tym razem miała służyć do uśpienia ponad dwumetrowego strusia.

Zbiega osaczono dopiero koło dawnej szkoły we Wiardunkach. Strażnik Andrzej Strugała strzelił do niego usypiającym zastrzykiem i …nic. Musiał wystrzelić do niego jeszcze sześć razy, zanim ważący prawie 150 kilo ptaszek upadł i pogrążył się w częściowe odrętwienie.

Jego potężne nogi wciąż były jednak gotowe do biegu. Związany silnym sznurem z konopi pozrywał go jak papierowy. Trzeba mu było skuć nogi łańcuchem, by bezpiecznie załadować ptaka do auta i odwieść do Jaracz.

Mimo zastrzyku i łańcuchów struś nadal starał się wierzgać i gdyby samochód był nieco słabszej konstrukcji byłby, niechybnie go rozniósł. Safari skończyło się pełnym sukcesem, struś trafił do fermy a strażnicy pogratulowali sobie dobrej współpracy.

Podobne artykuły