Egzekucja na Cmentarnej

ROŻNOWO. Do niebywałych sensacji można zaliczyć zdarzenie, które miało miejsce w piątek 18 listopada w Rożnowie. Tam na ulicy Cmentarnej uzbrojony w pistolet bandyta zaatakował jadącą wiśniowym Seicento 36 letnia Justynę K. Ranną kobietę z dwoma ranami postrzałowymi odwieziono do szpitala. Jej życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo.

Czy naprawdę? Tego usiłowaliśmy dowiedzieć się na użytek naszych czytelników. By dobrze zrozumieć, co się tak naprawdę wydarzyło, trzeba przedtem poznać szczegóły, do których nasza redakcja dotarła, jak na razie jako jedyna.

Pani Justyna sama wychowuje syna i córkę. Jej mąż Paweł odszedł z domu zostawiając trud wychowawczy na barkach małżonki i rodziców, którzy na szczęście chętnie zajmują się wnukami. Córka pani Justyny długo i ciężko chorowała. Jest już sprawna. Mieszkają dość daleko od szkoły w Rożnowie, więc pani Justyna odwozi tam dzieci swoim autem.

Tak też było feralnego dnia. Kobieta wraz z dziećmi wyjechała z osiedla domów jednorodzinnych, gdzie mieszka, położonego naprzeciw rożnowskiego cmentarza. Pojechała ulicą Cmentarną do tak zwanej Starej Drogi Rożnowskiej, potem dalej ku ulicy Dworcowej i dojechała do szkoły.

Bandyta musiał dobrze znać jej zwyczaje, bowiem prawdopodobnie pojechał za nią i upewniwszy się, że wszystko jest jak zwykle, zawrócił. Dojechawszy do cmentarza, znów zawrócił i czekał.

Pani Justyna zostawiła dzieci i wracała tą samą drogą do domu. Gdy jechała ulicą Cmentarną, która bardziej niż na ulicę wygląda na wiejską drogę, nie wiedziała jeszcze, co za moment nastąpi. O tej porze na ulicy nie ma zwykle żywej duszy. Po bokach piaszczystej drogi rosną stare wierzby, oddzielając ją od pól.

Gdy znajdowała się około 100 metrów od cmentarza, kierowca granatowego Audi 80. 90 lub 100 (są dość podobne) typu kombi ruszył jej naprzeciw. Zajechał drogę Seicento pani Justyny i gdy zaskoczona kobieta zmuszona do zatrzymania się stanęła, z Audi wyszedł napastnik.

Egzekutor

Miał około 170 cm wzrostu, około 30 lat, szczupłej budowy i był ubrany na ciemno. Wyglądał dość niechlujnie i początkowo kierująca pomyślała, że chce o coś zapytać.

On tymczasem miał już w dłoni pistolet. Wolno ruszył ku Seicento i nagle uniósł rękę z bonią do góry, wymierzył i oddal strzał. Chybił. Pocisk minął samochód, nie czyniąc żadnej szkody. Napastnik ruszył ku drzwiom od strony kierowcy, przerażona kobieta zaczęła krzyczeć i otwarłszy drzwi po przeciwnej stronie, usiłowała tamtędy wysiąść.

Bandyta strzelił po raz drugi. Pocisk trafił ją w pośladek na wysokości lewego biodra.

Sięgnął po nią, by mieć lepsze pole do decydującego strzału. Ona zdołała sięgnąć telefon i nadal starała się uciec drzwiami pasażera. Zaczęła się szarpanina. Napastnik był wyraźnie zdeterminowany, by ja bezwzględnie zabić.

Strzelił po raz trzeci. Tym razem w klatkę piersiową. Kobieta była odwrócona tyłem, dlatego otwór wejściowy pocisku był od strony pleców.

Postrzelona była przytomna, chciała przeżyć. Krzycząc i wierzgając broniła się. Wydostała się z auta i leżąc na drodze zaczęła dzwonić na policję. Wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Bandyta chciał prawdopodobnie strzelić ponownie. Jednak broń zawiodła.

Trudno dziś jeszcze stwierdzić, jaki to był rodzaj broni. Jej kaliber to 6,35mm, zupełnie niespotykany w przypadku broni krótkiej. Tego rodzaju amunicję używa się w sportowych kbksach. Być może był to rodzaj pistoletu sportowego, choć bardziej prawdopodobna jest wersja samoróbki. Dowodem na to może być fakt, że przy próbie oddania kolejnego strzału ?coś? od pistoletu odpadło.

Tak to podziałało na egzekutora, że niemal dostał szału. Przestał być zimną maszyną do zabijania. Niesprawna broń, niewykonane zadanie, krzycząca, ranna kobieta. Z zupełnie niezrozumiałej przyczyny bandyta wsiadł do Seicenta i zaczął nim uderzać w swoje Audi.

Zrobił to kilkakrotnie. Nie miało to żadnego sensu praktycznego. Było raczej aktem wściekłości. Nagle mężczyzna ruszył Seicentem w pole i ujechawszy kilkadziesiąt metrów stanął. Wyszedł z niego i wrócił do swego Audi.

Wsiadł i szybko odjechał w kierunku od cmentarza ku starej drodze rożnowskiej. Tamtędy pojechał w kierunku Łukowa. Nieco błądził, nie znając najwyraźniej terenu. Jadącego widział świadek i to od niego dowiedzieliśmy się, że Audi miało z tylu kratkę charakterystyczną dla samochodu ciężarowego w karoserii auta osobowego, a kierowca jechał sam.

Gdy napastnik uciekł, ranna kobieta powiadomiła już policję. Błyskawicznie nadjechały radiowozy. Była wciąż przytomna i zanim zabrało ją pogotowie, zdołała opowiedzieć co zaszło. Natychmiast wszczęto akcję pościgową. Uczestniczył w niej nawet policyjny śmigłowiec. Zablokowano drogi i ścieżki. Jednak sprawcy nie zatrzymano.

Ofiara

Pani Justyna trafiła do Szpitala Powiatowego w Obornikach. Tam postrzeloną poddano natychmiast operacji. Przeprowadził ją doskonały chirurg – ordynator Robert Brdąkała. Na marginesie możemy dodać, że był on lekarzem wojskowym i pracował w takich rejonach świata, że rany postrzałowe były tam codziennością.

Operacja trwała kilka godzin i skończyła się pomyślnie. Z ciała kobiety wydobyto obydwa pociski. Jeden łatwo, drugi z wielkim trudem. Na szczęście żaden nie naruszył ważnych dla życia organów. Jej stan poprawił się po operacji na tyle, że jeszcze tego samego dnia wieczorem mogła opisać swego kata.

Dzięki temu opisowi udało się sporządzić portret pamięciowy, który tu prezentujemy. Od chwili przywiezienia rannej do szpitala w Obornikach, była ona pod ochroną policji.

Zadane przez nas na wstępie tego artykułu pytanie czy naprawdę jest już bezpieczna ma głęboki sens.

Nie ma żadnych wątpliwości, że była to próba zabójstwa. Tak też zapewne myśli prowadzący w tej sprawie śledztwo Prokurator Rejonowy w Obornikach. Jeżeli pani Justyna przeżyła zamach na swe życie, nie można wykluczyć kolejnej próby. Prokuratura przesłuchała w tej sprawie już byłego męża pani Justyny.

Zbyt wcześnie na wyniki śledztwa prowadzonego przez sekcję kryminalną powiatowej Komendy Policji w Obornikach.

Nasza redakcja starała się dowiedzieć jak najwięcej o możliwym podłożu próby zabójstwa. Nasze pierwsze pytanie brzmiało:

Kto mógł na tym skorzystać?

O konflikcie państwa Justyny i Pawła K. mówi się w Rożnowie wiele. Małżonkowie rozchodzili się i schodzili.

Paweł K. pochodzi ze znanej i bardzo szanowanej rodziny. Podczas gdy ojciec i brat cieszą się wielkim poważaniem, on sam prowadził dość niezrozumiałe interesy. Faktem jest, że dorobił się sporych, jak na Rożnowo pieniędzy i wybudował okazały dom. Jak mówią sąsiedzi – dom został postawiony na żonę. Gdy się rozeszli musiał powstać problem rozliczeń. Jeżeli wierzyć naszym rozmówcom, którzy pragnęli jednak pozostać anonimowi, Paweł K. chciał odebrać byłej żonie nie tylko ten dom, ale i dzieci. Jeżeli by zmarła, problem rozwiązałby się sam. Pierwsze prawo dedukcji kryminalnej mówi, ten jest sprawcą przestępstwa, kto miałby z niego korzyść.

Trudno uwierzyć, że jakiś przypadkowy człowiek zaczaił się na kobietę, odczekał, aż dzieci będą bezpieczne a następnie usiłował ją zabić. Bez żadnego motywu, bez najmniejszej korzyści?

Ryzykując resztą życia nie zyskałby nic, chyba, że ktoś by mu za to zapłacił. Nie sugerujemy tu bynajmniej, że to były małżonek zlecił zamordowanie pani Justyny. Jednak takiej myśli nie da się całkiem pominąć.

Prędzej czy później śledztwo wskaże sprawce i przyczynę zaplanowanej zbrodni. Pani Justyna nie może jednak czuć się teraz bezpieczna. Życie zawdzięcza awarii pistoletu. Będzie ono zagrożone aż do momentu ujęcia tego, kto tak bardzo nie chce, aby nadal żyła.

Podobne artykuły