Hubertus Andrzeja Szuberskiego

ROGOŹNO. Rześka i słoneczna sobota 29 października była doskonałym dniem na oddanie należnej czci świetnemu Hubertowi, patronowi myśliwych i jeźdźców. Wieki miłośnik koni z Rogoźna – pan Andrzej Szuberski zorganizował tradycyjną gonitwę za lisem połączoną z kawalkadą.

Wczesnym przedpołudniem w gościnnych progach jego gospodarstwa przy ulicy Długiej zaroiło się wprost od gości. Przybywały zaprzęgi, przywożono konie, docierały bryki. Wreszcie pan Andrzej dał sygnał, zagrzmiał róg i towarzystwo ruszyło. Przodem szło 16 wierzchowców. Na nich jeźdźcy i piękne amazonki. Za nimi dziewięć zaprzęgów a w ich kilkudziesięciu gości. Podczas przemarszu przez miasto, organizator przesiadał się z wozu na wóz, by zadbać o pełne bezpieczeństwo i komfort jadących. Pomagali mu w tym rogozińscy policjanci, kierujący ruchem pojazdów. Siedzący w pierwszym z wozów akordeonista nie żałował swego instrumentu. Pan Edward Wojtkowiak pomimo porannego chodu, przebierał sprawnie palcami po klawiszach wydobywając z akordeonu dźwięki najpopularniejszych piosenek, chętnie podchwytywanych później przez jadących.

Kawalkada robiła duże wrażenie na przechodniach, którzy machali w geście sympatii rękoma i pozdrawiali jadących. Z reporterskiego obowiązku odnotowaliśmy najzabawniejszy komentarz. Jeden przechodzień zwrócił się do drugiego słowami, które tu wiernie cytujemy – myślałem, że to impreza do ludzi ale to impreza do nich. Długa kolumna koni i wozów przejechawszy przez most na Wełnie ruszyła ku Owczym Głowom i dalej przez las wokół jeziora, most Szulca ku Międzylesiu. Jadącym kłaniały się złote dęby i płonące późną jesienią klony. Pełne słońce i rześki wiatr towarzyszyły im przez kilkanaście kilometrów. Rżące ku sobie coś konie, śpiewane skocznie przeboje, nawoływania, śmiech i żarty dopełniały klimatu towarzyszącego rajdowi.

Na wielkiej polanie odbyło się tradycyjne poszukiwanie lisa. Nie trwało ono długo. Znalazcą okazał się Wojciech Wawrzyniak. On też zwyciężył w pogoni za lisem.

Nie był to czysty przypadek. Pan Wojciech jest instruktorem jazdy konnej w ośrodku Markot w Rożnowicach. Ma wspaniałego wierzchowca i doskonale się z nim rozumie. Z rąk Andrzeja Szuberskigo otrzymał piękny puchar specjalnie wykonany na tę okazję. Tradycji stało się zadość. Rajd wypadł tak doskonale, że organizator już postanowił zorganizować w przyszłym roku również konną majówkę. Po zakończeniu kawalkady jej uczestnicy dodarli znowu na Długą. Tam czekało na nich wielkie ognisko, kiełbaski, bigos i doskonały gorący barszczyk a na konie czekał obrok. Szlachetnym zwierzętom należał się po wysiłku długi odpoczynek. Tegoroczny rogoziński Hubertus wpisał się na listę najbardziej udanych imprez w całej gminie.

Podobne artykuły