Zamiast do chlewni trafiły na rynek

OBORNIKI. Tak najprościej można by opowiedzieć historię nawierzchni obornickiego rynku. Żartownisie twierdzili, że na całym świecie są tylko dwa place czerwone, w Moskwie i Obornikach.

Mało kto wiedział jednak dlaczego. Otóż w latach 70–tych odbywały się w Poznaniu dożynki krajowe i rządzący postanowili, że gdy towarzysze pojadą na nie z wybrzeża nie powinni po drodze oglądać starych i koślawych kamienic ni bruków. Na liście tych do zamalowania lub wymiany znalazł się obornicki rynek.

Nie bardzo było skąd brać materiały na owe nawierzchnie. Okazało się jednak, że jedna z cegielni wyprodukowała sporo specjalnych cegieł do wykładania podłóg w chlewniach i oborach. Ich rowkowana nawierzchnia miała ułatwić ścieknie gnojowicy i zapobiegać ślizganiu się racic. Obornikom udało się załapać na partię tych płytek i od tego czasu mają plac czerwony czyli rynek.

Wszystko wskazuje jednak na to, że jego dni są policzone. Obliczono już, że materiał na nową nawierzchnię będzie kosztował około 400 tysięcy złotych. W kasie gminnej jest półtora razy taka rezerwa na rewitalizację wsi wspomaganą z funduszy Unii Europejskiej. Unia nie da więcej pieniędzy w tym roku niż na dwie wsie, zatem rezerwa mogłaby być wykorzystana na wymianę chlewnianych płytek na starobruk. Zadecydują o tym radni, o ile zarząd miasta zdoła ich przekonać. Wymiana nawierzchni będzie pierwszym etapem zmiany wyglądu obornickiego rynku i od tego czasu na świecie pozostanie już tylko jeden plac czerwony.

Podobne artykuły