Jak to z dożynkami było

SYCYN. Relacjonując gminne dożynki w Sycynie nie omieszkaliśmy wspomnieć w ich podsumowaniu o wielkim wkładzie pracy, jaki wnieśli w organizację tej imprezy dyrektor miejscowej szkoły oraz sołtys tej wsi. Niedługo potem rozdzwonił się nasz redakcyjny telefon i usłyszeliśmy, że pani dyrektor owszem zrobiła wiele, ale sołtys wręcz odwrotnie. Sprawdźcie a zobaczycie – zaproponował nam jeden z mieszkańców Sycyna. Nie pozostało więc nic innego jak sprawdzić, a to co się nam udało dowiedzieć, całkowicie dyskredytuje sołtysa Człapę a naszym rozmówcom każe przyznać rację. Gminne dożynki nie kosztowały wiele, dzięki hojności licznych sponsorów.

By można było poczęstować gości, a zwłaszcza licznie w nich występujących, z gminnej kasy zakupiono tucznika. Drugiego podarował gminie prezes RKS Świerkówki Marek Borowicz. Tymczasem, jak zdołaliśmy się dowiedzieć, pan sołtys z sołeckiej (gminnej) kasy wydał ponoć na poczęstunek dodatkowe 1600 złotych. O innych wydatkach nie wspomnimy a było ich naprawdę sporo i jak się dowiedzieliśmy, zupełnie niepotrzebnych.

Zapytany o owe zakupy burmistrz, nie chciał ich co prawda komentować, ale oświadczył, że żadnego z rachunków pana Człapy nie zatwierdził i nie zatwierdzi, co może znaczyć jedynie tyle, że zgadza się z naszą opinią co do bezsensu sołtysowych zakupów. Sołtysa dyskredytuje również to, że cała organizacja dożynek spadła na inne osoby, nie bardzo mogące na sołtysa liczyć. Sam sołtys najwyraźniej postanowił dożynki gminne uczynić interesem swego życia i jak postanowił tak i zrobił.

Jakby tego było mało, dał się przyłapać na tym, że w poniedziałek po dożynkach wynosił ze szkoły całe torby z zaoszczędzoną wędliną. Gdy relacjonowaliśmy dożynki, to niemal automatycznie założyliśmy, że kto jak kto, ale sołtys na pewno dał z siebie wszystko. Srodze się pomyliliśmy, ale jeszcze bardziej mieszkańcy Sycyna wybierając sobie takiego sołtysa.

Podobne artykuły