Zabawna fundacja

OBORNIKI. Gdy przy Radzie Powiatu powołano Fundację Ochrony Zdrowia, towarzyszyły temu deklaracje o jej ogromnych możliwościach i pięknych celach. Szefem został ówczesny radny powiatu Marek Kulmiński, który obiecał zebrać wraz z kolegami pieniądze na wyposażenie szpitala, pogotowia i innych placówek ochrony zdrowia.

Po dwóch latach działalności na koncie fundacji pojawiło się niecałe… 5 złotych. Nie kupiono za to na razie żadnego wyposażenia (na paczkę wacików by pewnie starczyło), lecz zbierano dalej. Nie nazbierano wiele więcej, więc gdy do władzy doszedł nowy skład rady postanowiono to zmienić.

Radny Zygmunt Dyczkowski zaproponował dokooptowanie do składu członków Fundacji swojej osoby, obiecując w zamian, że dopiero teraz fundacja ostro ruszy z miejsca. Deklaracje i zapał pana Zygmunta umarły zaraz po narodzeniu i kasa fundacji nadal świeci pustką.

Jednym z pomysłów zarządu fundacji było zorganizowanie balu, ale nie zgłosił się ani jeden chętny. Gdy rada skonstatowała, że po niemal 7 latach Fundacja niczego nie zebrała, posypały się na nią gromy. Należy odwołać przewodniczącego Kulmińskiego, bo w fundacji nic się nie dzieje – zażądał radny Przemysław Gronostaj. Zastępca Kulmińskiego Antoni Żuromski, równie jak on ślamazarny w dzialaniu, oburzył się na to twierdząc, że – ostatnio powstało ożywienie z powodu powołania do Fundacji nowego działacza w osobie Zygmunta Dyczkowskiego.

Najpierw zaskoczyło to, a później rozbawiło radnych, a Piotr Gruszczyński przekornie zapytał – jakie ożywienie? – Kawały sobie tam opowiadacie? Dyskusja szybko przyjęła formę kabaretu w którym najbardziej nonsensowny dowcip opowiedział Żuromski suponując, iż … nasza redakcja przekaże fundacji pięć tysięcy, by ta wreszcie mogła zacząć działać. Kulmińskiemu się nie dziwimy, bo chce być chłop jakimś prezesem, choćby i martwej fundacji, ale reszta to przecież poważni politycy, którzy powinni poważnie podejść do problemu.

Podobne artykuły