Nie doczekał pogotowia

OBORNIKI.. W minioną sobotę 55-letni mężczyzna z obornickiego rynku nagle źle się poczuł. Nie doczekawszy się fachowej pomocy, w biały dzień i w centrum miasta zmarł.

Pan S. był już przygotowany do wyjścia na mszę pogrzebową po swej kuzynce, dochodziła godzina 1330. Nagle upadł i stracił przytomność. Natychmiast wezwano pogotowie. Gdy nie nadjeżdżało, rodzina monitowała. Okazało się, że jedyna karetka, jaka dysponowały 20-tysięczne Oborniki wyjechała do Kiszewa i nie prędko wróci. Obiecano, że przyjedzie karetka z Rogoźna. Po pewnym czasie, zamiast karetki pod dom na rynku zajechał wóz straży pożarnej i do mieszkania weszli strażacy. Czynili wszystko co w ich mocy, ale stwierdziwszy w końcu, że bez specjalistycznego sprzętu nic nie zrobią, dali sobie spokój. Czas mijał a wraz z nim kończyło się życie chorego. Karetka z Rogoźna dotarła dopiero… po półgodzinie.

Chory tak długiej zwłoki nie przeżył. Po pewnym czasie dotarła również karetka, która wróciła z Kiszewa. Brat zmarłego zapytał nas, jak to możliwe, że w Obornikach nie ma żadnej karetki, aby uratować ludzkie życie?

Mogliśmy mu odpowiedzieć – mamy za to pierwsze w Wielkopolsce Centrum Powiadamiania Ratunkowego, które teoretycznie skraca czas przybycia karetki do nagłego przypadku. Nie odpowiedzieliśmy mu jednak nic, bo niestety ludzie nie umierają teoretycznie, lecz naprawdę.

Będziemy wraz z czytelnikami czekali na odpowiedź osób odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, mając nadzieję, że uzyskamy ją zanim następny człowiek, nie doczekawszy pomocy, umrze.

Podobne artykuły