Walczą o wyborców, czy o swoje?

GMINA OBORNIKI. Choć do kolejnych wyborów samorządowych jest jeszcze ponad rok, to już teraz można zauważyć znaczną nerwowość u niektórych radnych, którzy chcieliby udowodnić swym wyborcom, że „coś dla nich zrobili”, albo jeżeli już nie wyborcom, to „załatwić coś sobie”. Miniona sesja Rady Miejskiej dostarczyła aż nadto dowodów na powyższe twierdzenie.

Kazimierz Paprzycki z uporem wartym większej sprawy, walczył jak tygrys o zakup dentystce z Golęczewa sterylizatora za pieniądze podatników, bo jak zapewnił, obiecała ona leczyć zęby również w Objezierzu. Argumenty miał dwa. Jeden, że będzie ona pracowała na rzecz społeczeństwa i drugi w stylu: „załatwiam to już tyle czasu, że mi się w końcu należy”.

Gdy okazało się, że Popówko otrzymało znaczne środki na modernizację ośrodka zdrowia i punktu bibliotecznego, radna Waleria Liczak wyraziła, żal, że to poróżniło radę, bo inne wsie też mają potrzeby. Okazało się, że wolałaby ona sprawiedliwą społecznie urowniłowkę w myśl której każdemu po trochę, nawet jeżeli za te „trochę” niczego nie da się zrobić.

Radny Wiśniewski „załatwił” swym wyborcom utwardzenie ulicy Cmentarnej w Rożnowie a nawet obiecał im, że ta inwestycja niedługo ruszy, bo są już na nią środki. Tymczasem okazało się, że podczas obrad Komisji Budżetowej radny Witold Żółć dopilnował, aby Wiśniewski na Cmentarną pieniędzy nie dostał, bo jego zdaniem głosował przeciw interesowi koleżanki Walerii Liczak. Zezłościło to radnego Wiśniewskiego, do tego stopnia, że zwykle spokojny i opanowany, rzucił w młodszego kolegę całkiem ostrą, choć nie do końca parlamentarną wiąchę akceptujesz pan budżet a potem grzebiesz w nim jak w koszu ze śliwkami. Tchnie od pana czysta demagogia a siedzi pan tu jak na ławie rezerwowych, na eksponowanym miejscu, a tymczasem dopiero teraz się pan obudził i pasuje tam, jak gitara do pogrzebu.

Trzeba wyjaśnić, że u podłoża tego sporu leżała kanalizacja ulicy Polnej, zaplanowanej do realizacji razem ze spółką Bols a wartą ponad dwa miliony złotych, zawieszonej tymczasowo, gdy Bols wycofał się ze współfinansowania.

Tym razem wybuchła radna Liczak, która wybudowała sobie dom przy tej ulicy. Gdy się dowiedziała, że kanalizacja jej chałupy odłoży się w czasie, wpadła histerię. Wypomniała burmistrzom swą lojalność w głosowaniach: załatwiłam sobie 200 000 złotych na kanalizację Polnej a wy przesuwacie je na Popówko! Na koniec zagroziła, że od tego czasu będzie władzom i ich koalicji w głosowaniach przeciwna. Uspokoiło ją dopiero zapewnienie, że na poczet inwestycji Polna, wartej ponad 2 miliony, burmistrz zaplanuje teraz, choć 5 tysięcy.

Tadeusz Ratajczak oświadczył: jestem zbulwersowany tym co tu widzę i to wśród grupy ludzi wybranych. (…) nie mam zamiaru więcej być w przyszłości radnym.

Trudno nie spuentować powyższych sporów. O ile Wiśniewski walczył o drogę dla swoich wyborców, to radna Liczak o swoich zapomniała, skupiając się wyłącznie na własnym ustępie w nowym domu. Jaki zaś miał interes w całym zajściu radny Żółć, tego zapewne on sam nawet nie wie.

Podobne artykuły