Śmierć 15-letniego obornickiego Roma z ręki pijanego kierowcy

WĄGROWIEC, OBORNIKI. Gdy uderzył w nas ten samochód, przytuliłem się do brata. Sądziłem, że już po nas i pomyślałem „niech się to tylko szybko skończy”. Tak kilka dni po wypadku wspominał najcięższą chwilę swego życia młody Rom z Obornik, Łukasz Goman.

Rzecz wydarzyła się w ubiegłym tygodniu. Trzej bracia Gomanowie, jechali drogą Wągrowiec-Żnin nie świadomi tego, co za moment nastąpi. Opla kadeta prowadził najstarszy Andrzej. Gdy jadący z naprzeciwka TIR zaczął niebezpiecznie zjeżdżać na ich pobocze, siedzący obok Łukasz zrozumiał, że jest źle.

Uważaj, hamuj!

– krzyknął do brata i wcisnął głowę pomiędzy jego plecy a oparcie fotela. W tej samej sekundzie usłyszał huk i nieskończenie długo trwający chrzęst rozrywanej i gniecionej blachy.

Gdy TIR uderzył pod ostrym kątem w tył ich opla, przepchnął go prawie 50 metrów, zanim osobowe auto zjechało na pobocze. Opel stanął a uwolniony od niego TIR pojechał dalej.

Łukasz wysiadł, miał krew na twarzy. Andrzej ranny był w rękę. Jeden z braci wyciągnął z auta najmłodszego Dawida.

15-letni Rom siedzący na tylniej kanapie ucierpiał najbardziej. Ponad 40 tonowy TIR uderzył tuż obok niego.

Jadący za TIR-em kierowca zatrzymał się i wezwał pogotowie. Powiadomił też o zajściu policję. Według jego wiedzy, kierowca TIR-a jechał już od dłuższego czasu zygzakiem huśtając się od rowu do rowu. Jadący za nim mężczyzna bał się go wyprzedzić przypuszczając, że kierowca ciężarówki może być pijany.

Kierujący TIR-em po spowodowaniu wypadku pojechał dalej do Wągrowca i zjechał na parking przy stacji paliw. Tam też zatrzymał go wezwany patrol policji. Jak się później miał tłumaczyć: nie udzieliłem pomocy ofiarom wypadku, lecz uciekłem, bo bałem się zemsty Romów.

Na miejsce zdarzenia przyjechało pogotowie. Zabrali ciężko rannego Dawida. Odmówiono jednak zabrania do szpitala jego braci. Łukasz opowiadał później, że bardzo chciał zostać z Dawidem. Gdy żądał zabrania go do karetki, przybyły na miejsce policjant nakazał mu stanowczo pozostanie na miejscu. Nie powstrzymał go jednak długo, bowiem młodzieniec zabrał się do szpitala autostopem, zatrzymawszy kierowcę motocykla.

W szpitalu rozegrał się ostatni akt tragedii. Pomimo starań lekarzy ciężko ranny Dawid zmarł. Zanim nastąpiło najgorsze, jego bracia powiadomili rodzinę, że Dawid jest w stanie krytycznym.

Kilka osób ruszyło z Obornik do Wąrgowca.

Przybyli za późno.

Był taki młody. Siódmego lipca skończyłby 16 lat. Bardzo na to czekaliśmy a tu taka tragedia – wspomina siostra jego matki.

Romom niewiele udało się dowiedzieć o samym sprawcy wypadku. Usłyszeli, że był on pod wpływem alkoholu i że sprawa będzie się toczyć przed sądem. Nie wiele dowiedziała się o nim również nasz redakcja. Wiadomo tylko, że kierowca pochodzi z Lubska na ziemi Lubuskiej. W cukrowni w Żninie załadował 40 ton cukru i ruszył w kierunku Wągrowca. Po zbadaniu jego krwi na zawartość alkoholu okazało się, że było to 0,5‰ a inne źródło podało, że nawet 2‰.

Do szpitala w Wągrowcu przyjechało kilka osób z najbliższej rodziny. Niektórzy z nich mieli świadomość, że może jadą się z nim pożegnać, inni wciąż jeszcze mieli nadzieję, że najgorsze nie nadejdzie.

Gdy przybyli Dawid zmarł usiłowano dowiedzieć się jak najwięcej o zajściu. Wobec częściowej blokady informacji, Rozmowie wrócili do Obornik. Teraz najważniejszym dla nich było godne pochowanie zmarłego Dawida.

Romowie są bardzo rodzinni i religijni. Cześć krewnych przybyła aż z Niemiec, aby pożegnać członka swej społeczności. Nieświadomych niczego oborniczan dziwiła spora liczba Romów gromadząca się na rynku przed domem rodziny Gomanów. Podczas oczekiwania na dzień pogrzebu, do ich rąk trafiła gazeta regionalna z sensacyjnym opisem zdarzenia.

Ale nas opisali w prasie.

Takimi słowy powitała nas jedna z oczekujących na rynku kobiet. Faktycznie artykuł w gazecie regionalnej opisywał akcję przypominającą film sensacyjny. Zdaniem jej autora, Romowie mieli kilkudziesięciu osobową grupą napaść na Powiatową Komendę Policji w Wągrowcu, aby dokonać samosądu na pijanym kierowcy.

Jak mogliśmy tam przybyć w kilkudziesięciu, skoro nas mieszka w Obornikach zaledwie około 30 osób i to z kobietami oraz dziećmi? – komentował artykuł jeden z mężczyzn. Część rodziny mieszka zagranicą i dojechali do Obornik dopiero następnego dnia – dodał inny. W artykule znalazła się także sugestia, iż na szosie kierowcę TIR-a goniło rzekomo kilka aut z Romami. Rzecz cała wydaje się bardzo nieprawdopodobna, bowiem w tak krótkim (kilkuminutowym) czasie nie mogła się zebrać żadna grupa. Równie nieprawdziwą jest teza, że Romowie jechali kilkoma a nie jednym autem, a po wypadku ścigali kierowcę, aby się zemścić. Gdyby tak było, że go goniliśmy, to byśmy go dogonili i to na pewno jeszcze przed Wągrowcem, Jednak nikogo, oprócz poszkodowanych chłopców tam nie było – wyjaśniał jeden ze starszych Romów a pozostali mu przytakiwali.

O żadnym incydencie z Romami nie wiedział również rzecznik prasowy policji w Wągrowcu. Co prawda nie było go wówczas w komendzie, gdyby jednak próba samosądu była faktem, to jego koledzy nie omieszkaliby go poinformować o tak sensacyjnych zajściach. Tak przynajmniej podpowiada zdrowy rozsądek.

Rodzina Gomanów jest w Obornikach dość dobrze znana. Wszyscy z którymi rozmawialiśmy twierdzili, że to spokojni ludzie, nikomu nie wadzący. Znam ich od urodzenia – opowiadał ich młody sąsiad – nigdy nie uwierzę, aby mogli napaść na komisariat i czynić samosąd.

Dawidowi nikt i nic już życia nie zwróci. Jego najbliżsi przeżyli wielką tragedię. Pogłębił ją niepotrzebny, podjudzający artykuł w gazecie.

* Imion i nazwisk poszkodowanych użyliśmy za ich zgodą.

Podobne artykuły