Zmiana u steru

KOWANÓWKO. W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o konkursie na dyrektora Szpitala Rehabilitacyjno-Kardiologicznego w Kowanówku, dziś już jest wiadomym, kto go wygrał, a więc ma największe szanse na zatwierdzenie go przez zarząd województwa. Jest nim 38 letni Michał Manicki.

Teraz trzeba czekać na wdrożenie przezeń programu naprawczego. Aż trudno w tym miejscu oprzeć się refleksji, jakże inaczej witano nowego szefa względem jego poprzedniczki. Ponad rok temu, gdy posadę dyrektora szpitala obejmowała dyrektor Wilczak, witały ją transparenty z testem Wilczak zna się na nurkowaniu a Manicki na zarządzaniu.

To ostatnie zdanie ma pokrycie, bowiem Michał Manicki jest nie tylko magistrem farmacji (klinicznej), ale i absolwentem wydziału zarządzania i bankowości Wyższej Szkoły Bankowości w Poznaniu. W Kowanówku pojawił się w 1994 roku zasiadając w komitecie terapeutycznym. W 2001 roku objął prowadzenie apteki przyszpitalnej. Napisał też pracę na temat analizy kosztów lecznicy w Kowanówku w latach 1999-2001, (czyli najlepszych latach tej placówki).

To jego program oraz poparcie wszystkich czterech związków zawodowych działających na terenie szpitala zdecydowały, że przesłuchująca go siedmioosobowa komisja pod wodzą niesławnej pamięci ministra Sikorskiego (SLD) przyznała mu aż 54 punkty, a jego konkurentowi Janowi Harajdzie zaledwie 31. O ostatnim kandydacie, wicedyrektorze zrujnowanej lecznicy w Lubuskim, nie warto wspominać, bo przyjechał na konkurs bez żadnego programu, co go zdecydowanie zdystansowało.

Po konkursie, członek komisji, członek Społecznej Rady Szpitala i radny powiatowy Przemysław Gronostaj powiedział: zrobiłem dla szpitala wszystko, co było w mojej mocy, aby miał swą drugą szansę. Boję się jednak, że będzie to ostatnia szansa.

Dyrektor Manicki zapytany przez nas o ewentualną współpracę z obecnie pełniącym obowiązki szefa Janem Harajda odparł, że takiej współpracy stanowczo nie widzi również dlatego, że rezygnuje ze stanowiska zastępcy do spraw ekonomicznych na rzecz zastępcy do spraw lecznictwa. Na to stanowisko ma już kandydatkę, a jest nią ordynator kardiologii II Mirosława Kominek. Biorąc pod uwagę znaczne doświadczenie pani doktor, jak i poważanie zdobywane latami wśród załogi lecznicy, można tę kandydaturę uznać za bardzo trafną.

Więcej szczegółów personalnych Maciej Manicki ujawnić nie chciał do czasu aż nie przedstawi ich osobiście najpierw załodze.

Plan nowego dyrektora można sprowadzić najprościej mówiąc do dwóch elementów i streścić je najkrócej tak. Po pierwsze redukcja kosztów. Tę chce uzyskać poprzez istotną redukcję zatrudnienia, outsourcing niektórych zadań i grup pracowniczych i lepsze wykorzystanie personelu. Po wtóre – zwiększenie przychodów. Tu zaplanował beznakładowe uruchomienie 25 łóżek na rehabilitacji licząc przy tym na korzystny aneks do kontraktu i dodatkową umowę z ZUS-em. Wspomniane łóżka dałyby placówce dodatkowe pół miliona złotych, przy tych samych kosztach co obecnie. Marszałek zdeklarował się wnieść pomoc w kwocie 528 tyś zł na raty za angiograf. Gdy szpital go za rok spłaci koszty placówki zmniejszą się o 130 tysięcy miesięcznie. Angiograf ma być wykorzystywany przez lekarzy związanych z lecznicą umową najmu i przynosić dodatkowe pieniądze.

To tylko trzy elementy z szerszego planu dyrektora Manickiego, który powiedział: wyliczyłem, że uda mi się zbilansować placówkę do końca tego roku, zatrzymując przyrost zadłużenia, a w przyszłym zacznę spłacać długi.

W rozmowie z nasza redakcją M. Manicki wyjaśnił, że nie chciałby być postrzegany jako osoba związana z lewicą (SLD) i w związku z tym konserwującą w szpitalu socjalizm. Moje poglądy są centrowe i choć nigdy nie tracę z pola widzenia człowieka, to jednak pierwsza będzie zawsze ekonomia z jej żelaznymi zasadami. Poproszony o komentarz do opinii, że wreszcie załoga wzięła szpital w swoje ręce, wyjaśnił: choć wywodzę się z załogi, to ponosząc jednoosobową odpowiedzialność, będę również jednoosobowo zarządzał.

Nowy dyrektor ma świadomość, że część jego decyzji spotka się z krytyką a nawet niechęcią ze strony tych, których dotknie redukcja lub zmiana obowiązków na większe, jednak dla wspólnego dobra jest gotów zgodzić się na ten dyskomfort, bo to jedyna droga, a drugiej szansy dla szpitala może już nie być.

Podobne artykuły