Skandal oświatowy trwa

MIŁOWODY. Jedynym namacalnym śladem pracy nauczyciela jest zwykle zapis w dzienniku. Tymczasem jak wykazała kontrola, w Zespole Szkół Specjalnych w Miłowodach zapisy w dziennikach były źle prowadzone i nie można dziś stwierdzić, ile dzieci było objętych obowiązkiem szkolnym, ile z nich nauczano i czy nauczyciele w ogóle coś robili.

Podczas minionej sesji Rady Powiatu wicestarosta Kazimierz Zieliński przypomniał sobie, że będąc we wspomnianej szkole zastał kilka osób w pokoju nauczycielskim, ale czy któraś z nich udała się gdziekolwiek na jakakolwiek lekcje, czy też wszystkie te osoby po kontroli ruszyły do domu, tego powiedzieć nie może.

Radni wpadli nawet na pomysł, aby taką kontrole zrobić kiedyś z zaskoczenia, nikogo przedtem nie informując. Ta nowatorska myśl nie znalazła jednak większego zainteresowania. Zdaniem Piotra Gruszczyńskiego, jeżeli nawet nauczyciele przyjadą do szkoły, to wypiją kawę i żadnych zajęć nie prowadzą. Zastrzegając, że nie są to informacje sprawdzone, doradzał sprawie się przyjrzeć. Będzie można wówczas wyciągnąć konsekwencje służbowe od osób, które nie świadczą obowiązku pracy, za którą wciąż otrzymują wynagrodzenie, choć szkoły już nie ma.

Sprawa jest skandaliczna już od samego jej początku. Nadzór Starostwa Powiatowego nad podległymi mu szkołami jest żaden lub czysto polityczny. Wszelkie służby kontrolno-oświatowe wyczulone są jedynie na śledzenie niewygodnego politycznie staroście nauczyciela, podczas gdy reszta oświaty najwyraźniej rozłazi się w szwach, co widać już nawet gołym okiem.

Podobne artykuły