Obawy o bezpieczną kąpiel

OBORNIKI. Już dawno żadna sprawa nie wywołała takiego poruszenia jak problem obornickiej Pływalni. Jej stan budzi tak poważne obawy, iż wiele osób najnormalniej boi się kąpać w basenie nie gwarantującym im pełnego bezpieczeństwa. Jest to jeden z największych skandali, jaki dotknął Oborniki.

Trudno nie zgodzić się z naszymi rozmówcami, iż nie godzą się na zamknięcie pływalni na zawsze, jak również nie godzą się płacić za ponad milionowej wartości remont, gdy raz już słono zapłacili za basen i jego 10-letnią gwarancję. Nasz rozmówca ze Stobnicy miał nadzieję, że do jego wsi wreszcie popłynie miejska woda. Tymczasem pieniądze na wodociąg pochłonie pływalnia. Najczęściej jednak zadawano sobie i innym pytanie:czy pływalnia jest bezpieczna ?

Kierownik pływalni po naszym artykule przez cały tydzień odbierał setki telefonów z pytaniem o bezpieczeństwo i stan faktyczny basenu. Niemal bez przerwy dzwonił również telefon w naszej redakcji.

Po raz pierwszy zdarzyło się, że pod wpływem decyzji rodziców, dzieci z Objezierza zrezygnowały z zajęć na pływalni.

Czy jest bezpiecznie?

Codziennie monitorujemy stan niecek basenowych. Wciąż prowadzimy prace zabezpieczające. Gdyby cokolwiek wydało nam się podejrzane, to nie ma takiej możliwości abym się zgodził na otwarcie pływalni. Mam pełną świadomość odpowiedzialności, jaka na mnie spoczywa i jeżeli tylko zauważę, że stopień bezpieczeństwa zmniejszył się poniżej obecnego stanu, to nie będę nikogo prosił o decyzję zamknięcia, a uczynię to niezwłocznie – zapewnił nas kierujący pływalnią mgr inż. Damian Bukowski.

Nie ma jednak sensu ukrywać, iż protokół rzeczoznawców kończą słowa ostrzeżenia o grożącej katastrofie budowlanej.

Władze wciąż zezwalają na kąpiel w basenie, nie mniej jednak trzeba pilnie sposobić się do remontu. Chociaż nieckę udałoby się zachować jeszcze przez kilka miesięcy w stanie niezmienionym, to najlepszym czasem jej wymiany lub naprawy są miesiące letnie.

Ekipa PEC codziennie odwiedza kanały pod basenem sprawdzając stan podpór i koryt. Uszczelniają drobne przecieki, dokonują napraw i prowadzą pełną dokumentację.

Jedną z czynności jest codzienne smarowanie oliwką nierdzewnych barierek, aby te nie rdzewiały. To zbędna praca i niepotrzebnie wydawane pieniądze – usłyszeliśmy na pływalni.

Towarzysząc kolejnej kontroli mogliśmy się na własne oczy przekonać, jaki jest faktyczny stan niecek.

Wędrując kanałami o szerokości 40 cm a wysokości niecałego metra w temperaturze ponad 30 stopni słychać było potworny łoskot przesuwających się względem siebie stalowych płyt napełnianego basenu.

Płyty te są podtrzymywane przez pionowe profile ze stali. Znaczna cześć ich jest jednak skorodowana.

Ich usadowione na betonowym fundamencie stalowe stopy w wielu przypadkach pokrywa łuszcząca się płatami rdza. Z obiegających dno niecek basenowych koryt sączy się woda. Kilka bloków fundamentowych jest mokrych. W kilku miejscach stoją kałuże.

Jednego z takich bloków nawet nie rozszalowano. Pod naporem kilkuset ton wody ściany basenu mocno naprężają konstrukcję podtrzymującą. Jej elementy miały być rozstawione co 90 cm. Są co półtora metra, a miejscami nawet rzadziej.

Wielki bubel

Wykonawca basenów obornickiej pływalni to forma Bluepoint z Poznania. Niestety, nie udało się nam z nią skontaktować, bowiem od dwóch lat nie jest już tą firmą. Zmieniła nazwę i trudno znaleźć kogokolwiek z jej właścicieli.

Gdy Jacek Koralewski osobiście ją wybierał, a Polsce działały trzy firmy realizujące włoski system Myrtha. W Krakowie, Tarnobrzegu i jeszcze jednym mieście, bynajmniej nie w Poznaniu. Firmy te montowały elementy systemu Myrtha chronionego patentem A&T Europe Piscine Castiglione Wlochy.

Jak to się stało, że zamiast Myrtha Inox Pool nastąpiło odstępstwo na rzecz podróbek i uproszczeń? W pierwszym systemie każdy element stalowy jest trwale powleczony PCV a następnie elementy skręcone są ze sobą na listwie montażowej i uszczelnione wtapiana uszczelką. Całość pokryta specjalna folią gwarantuje szczelność przez 25 lat a jeżeli używa się zamiast stali nierdzewnej stal ocynkowaną to lat 15.

W przypadku Obornik zastosowano podróbkę kiepskiej jakości. Płyt stalowych i ocynkowanych nie powleczono PCV, lecz na całości ułożono folię. Ta poprzecierała się na złączach i rozszczelniła. Woda z chlorem o temperaturze 30 0C dokonała reszty dzieła zniszczenia.

To odstępstwo nie było jedynym. Inne to zastosowanie mniejszej ilości podpór i stężeń, co spowodowało mniejszą odporność basenu na ciśnienie rozpierającej go wody.

Trzeba było mieć dużo dobrej woli, aby przyjąć od wykonawcy taki basen, mając w projekcie i umowie zupełnie co innego.

Są i drobniejsze buble, wśród których góruje zbiornik do mieszania wody z zaworem spustowym położonym w najwyższym punkcie. Przez to zamiast niecałych dwóch godzin spuszczamy wodę ponad pięć – skarżył się kierownik pływalni.

Zamiast stalowych kratek ściekowych zastosowano plastikowe, które wciąż pękają. Inna sprawa to wszelkie baterie i urządzenia włoskie, a włoskie są nawet wszystkie zamki w drzwiach, co powoduje konieczność ciągłych i kosztownych wymian całych elementów, bowiem części do wspomnianych staroci nie można już zdobyć.

Listę można by wydłużać, lecz istotniejsze jest pytanie, kto za tym wszystkim stał?

Ława oskarżonych

Nie ulega wątpliwości, że na jej samym środku winien zasiąść były burmistrz Obornik Jacek Koralewski odpowiadający za wybór typu basenu i jego dziwnego wykonawcy. On też wyznaczał osoby odpowiedzialne za odbiory i dbałość o właściwe wykonanie.

Jak wynika z protokołów, baseny w imieniu użytkownika czyli pływalni, obierali: prezes Nitschke – nauczyciel wychowania fizycznego i Sławomir Haraj, z zawodu znający się jedynie na ochronie środowiska.

W imieniu właściciela, czyli gminy albo dokładniej całego społeczeństwa Ziemi Obornickiej, odbioru technicznego dokonali – Barbara Rożek i ś.p. Zbigniew Piasecki. Ten drugi z pewnością nie był budowlańcem, zaś panna Barbara była zaledwie technikiem budowlanym z niewielką praktyką w wykonawstwie.

Zastanawia ten dobór komisji mającej odebrać tak ważny i kosztowny obiekt, jakim była pływalnia. Nauczyciel, urzędnik i techniczka, to nieco mały potencjał wiedzy, aby stwierdzić, czy obiekt został wybudowany prawidłowo i zgodnie z projektem. Rodzi się więc pytanie, kto i dla czego wskazał właśnie tak mało kompetentną grupę do tak poważnego zadania?

Kompletując wirtualną ławę oskarżonych nie można pominąć R Jarysza, byłego kierownika Wydziału Inwestycji w ówczesnym Urzędzie Miasta i Gminy. O jaryszyzacji gminy, jaka wówczas panowała, pisaliśmy niejednokrotnie. Streścić to zjawisko najłatwiej można jego własnym ulubionym zdaniem: a co ja będę z tego miał?

Być może sens tego zadnia będzie musiał prędzej lub później wyjaśnić prokuratorowi. Ten badać będzie najpierw sprawę pływalni a później prawdopodobnie ustali też listę winnych. Że tacy są, to nie ulega wątpliwości.

Widnieje na niej też pani Ruks – inspektor nadzoru, która tak nadzorowała budowę, że mamy inną pływalnię niż ta, za która zapłaciliśmy.

Obecnie trwa badanie dokumentacji i protokołów z posiedzeń ówczesnego zarządu. Codziennie wypływają na światło dzienne nowe fakty. Będziemy starali się o nich informować naszych Czytelników na bieżąco, bo problem pływalni poruszył ich bardziej, niż jakakolwiek inna sprawa.

Na koniec kilka zdań poświęćmy wymiarowi sprawiedliwości. Ten już od kilku lat bada sprawy związane z poprzednimi władzami Obornik i jakoś nie może ich doprowadzić do końca. Przeciąganie spraw w nieskończoność, wówczas gdy chodzi o prominentnych działaczy politycznych, to specjalność naszych sądów i prokuratur. Teraz jednak mamy już prokuraturę obornicką i żywimy nadzieję, że tym razem sprawa zostanie wyjaśniona szybko, sprawnie i kompetentnie. Czas skończyć z powszechnym przekonaniem, że ludzie władzy i tak za nic nigdy nie odpowiedzą.

Podobne artykuły