Wielki skandal basenowy

OBORNIKI. Sprawa pływalni w Obornikach niejednokrotnie przeradzała się w skandal, poruszający opinią publiczną miasta i gminy. Sensacji dostarczała jej wieloletnia i nieudolna budowa, działania w tej sprawie władz różnych kadencji i ciągły brak efektu końcowego.

Pisaliśmy wielokrotnie o tych sprawach na naszych łamach. Można powiedzieć, że przez ostatnie kilkanaście lat basen nie schodził z łamów. Dopiero ostatnio udało się burmistrz Rydzewskiej jako tako uregulować finanse pływalni, pomniejszyć koszty jej eksploatacji i zagospodarować puste powierzchnie. Ale nawet nowe władze nie ustrzegły się skandalu związanego z basenem, gdy kierownikiem pływalni został syn wiceburmistrza Bukowskiego.

Aż nagle 10 maja do burmistrz Rydzewskiej i przewodniczącego Rady Miejskiej Obornik Ryszarda Ciszaka wpłynęło pismo od prezesa PEC Andrzeja Starosty, w którym informuje on o złym stanie niecek basenowych i proponując zawieszenie działalności obiektu, aż do wykonania koniecznego i kosztownego remontu.

Basenowi grozi katastrofa budowlana

Gdy do władz Obornik dotarła również opinia biegłego o stanie basenu na obornickiej Pływalni, przewodniczący Rady Miejskiej natychmiast zwołał sesję nadzwyczajną.

Dlaczego nadzwyczajną? – dopytywał się Wojciech Pawlik. Bo sprawa jest pilna i wielkiej wagi. Trzeba niezwłocznie rozpoznać sytuację i podjąć jakąś decyzję – wyjaśnił Ryszard Ciszak.

Chwilę później Anna Rydzewska streściła historię wezwań do napraw gwarancyjnych basenu przez jego wykonawcę firmę Blue Piont. Gdy latem 2004 roku badanie niecki basenu uświadomiło zainteresowanym, że grozi ona poważną awarią i należy basen zamknąć, burmistrz wezwała wykonawcę – firmę Blue Point – do szybkiej naprawy.

Przedstawiciele firmy przybyli miesiąc później by zaproponować kolejne oględziny we wrześniu. Przybyli wówczas, pobrali próbki nacieków i odjechali obiecując rychłą odpowiedź. Od tego czasu tyle ich widziano.

Widząc brak zainteresowania ze strony wykonawcy Anna Rydzewska postanowiła wystąpić przeciwko firmie Blue Point do sądu. Przedtem konieczna była aktualna ekspertyza i taką zlecono. Ekspert przysłał swoje wnioski a burmistrz zaprosiła go na sesję, aby mógł odpowiedzieć na pytanie radnych.

Z jego wypowiedzi wynikałam, że po pierwszej alarmującej ekspertyzie z 1999 roku niewiele zrobiono. Przez ostatnie lata basen był naprawiany w sposób niefachowy i mało efektywny.

Zaskakujące jest tez to, że mimo 10 letniej gwarancji na basen burmistrz Kurowski zlecił jego remont polegający na wymiennie poszycia foliowego na koszt gminy.

Basen ulegał jednak dalszej degradacji. Zdaniem eksperta głównie dlatego, że choć w umowie i projekcie miał być przy jego budowie zastosowany sprawdzony niemiecki system MYRTHA, to w Obornikach zastosowano (mówiąc wprost) podróbkę. Firma Blue Point powinna była stosować elementy z blachy ocynkowanej laminowane folią każdy z osobna a następnie monitowane razem na uszczelkach a zastosowała nielaminowane, lecz pokryte folią w całości. Wsporniki winny były być maksymalnie co 90 cm a rozstawiano je nawet co 2,5 metra. Takich uproszczeń zastosowano więcej i to doprowadziło do przecieków, niszczących elementy naośne. Stan ich korozji, jak stwierdził ekspert, jest tak duży, że rdza odpada płatami od elementów, których zadaniem jest wytrzymać ogromne obciążenia.

By nie wdawać się w szczegóły dość powiedzieć, że konstrukcja niecki basenów wypełnionych woda musi wytrzymać nacisk prawie 800 ton wody. Gdyby niecka pękła w chwili, gdy w basenie będą ludzie to strach myśleć co tak potworny ciężar mógłby zrobić.

Mówiąc jeszcze krócej: basenowi grozi w każdej chwili katastrofa o niewyobrażalnych skutkach dla kąpiących się.

Kto zawinił?

Nie ma wątpliwości, że basen zmontowany przez firmę Blue Point jest drogim bublem. Sama firma to też bubel.

Włoskie konsorcjum Blue Point ma wiele jednostek a w tym trzy w Polsce. Pływalnie w Obornikach wykonała jednostka poznańska, mimo, że formalnie na liście jednostek Blue Point jej nie ma. Jednak ktoś tę firmę wybrał, ktoś jej zlecił prace, odebrał je i zapłacił.

Już podczas sesji nadzwyczajnej nie było wątpliwości, kto jest winien. Henryk Łukaszewski z dokumentami w dłoni odczytał: siódmego października Jacek Koralewski zwrócił się jednoosobowo do prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o zgodę na przetarg z wolnej ręki. Mimo, że inwestycję wyceniono na ponad 5 milionów złotych, UZP zgodę wydal a burmistrz Koralewski wybrał poznański oddział włoskiej firmy Blue Point, jako wykonawcę basenu.

Według informacji przekazywanych nam wśród osób zbliżonych do Urzędu Miejskiego i pływalni a nie potwierdzonych dokumentami, wyborowi tej właśnie firmy towarzyszył wyjazd ówczesnego burmistrza na wspaniałe wakacje do Włoch. Tam też wyjechał ówczesny naczelnik wydziału inwestycji.

Kolejną sprawą, która powinna ujrzeć światło dzienne jest opór, jaki część ówczesnego zarządu miasta stawiała przeciwko takiej metodzie budowy pływalni i jej kosztom wobec reszty władz gminnych.

Z protokołów wynika, że członkowie Zarządu w osobach Kazimierz Paprzycki, Maria Spychała, Jadwiga Palinkiewicz i Anna Rydzewska sprzeciwiali się wysokim kosztom i niesprawdzonej metodzie. Kontrą dla nich byli pozostali z Jackiem Koralewskim na czele.

Wobec glosowania 3 do 4 sprawą zajęła się Rada Miejska i przegłosowała budowę przez firmę Blue Point. Później, podczas ostatniej kampanii wyborczej Koralewski głosił, że nie chciałam pływalni. Ja nie chciałam jej tylko w obecnym kształcie i tak kosztownej – tłumaczyła podczas sesji nadzwyczajnej Anna Rydzewska dodając: niestety życie samo zweryfikowało, kto miał rację.

Nierdzewne rdzewieją, czyli gdzie się podziało dwa i pół miliona?

Historyczna i długo oczekiwana również w związku z 650-leciem Obornik budowa ruszyła. Hala pływalni stała już od dawna pusta. Mimo dużego zaangażowania środków społecznych i pieniędzy podatników niszczała. Nic więc dziwnego, że traktowano ją jako budowę sztandarową i bardzo oczekiwaną.

W oparach euforii zaczęły się jednak dziać rzeczy co najmniej dziwne. Z załącznika będącego zestawieniem wartościowo-rzeczowym do umowy można wyczytać, że wykonawca wybuduje niecki basenu z pełnym uzbrojeniem i aranżacją budynku za kwotę 5 2000 000 złotych.

5,2 miliona złotych, biorąc pod uwagę, iż budynek już istniał, czyniło tę pływalnię i tak bardzo drogą, jednak po wydaniu tej kwoty pływalnia miała być zapięta na ostatni guzik.

Tymczasem pojawiło się mnóstwo aneksów i aneksików. Wiele pozycji wprost poraża.

Wykonawca budowy mianował siebie samego generalnym wykonawcą i kazał zapłacić dodatkowo za to ponad 351 tysięcy złotych!

Za same szafki do szatni trzeba było zapłacić prawie 182 tysiące a do tego ponad 58 tysięcy za ich przywóz i montaż! Ślusarka podwieszanego stropu i ścianek działowych kosztowała 151 tysięcy a do tego za ślusarkę drzwiową trzeba było dopłacić 178 tysięcy.

To tylko część kosztów. Co raz to pojawiały się nowe kosztowne elementy. Niby miały być w koszcie ogólnym a potem trzeba było za nie płacić osobno. Jeżeli by ktoś sądził, że dzięki temu na pływalnię wkroczyły luksus i solidność najlepszym przykładem będzie barierka ze stali nierdzewnej, która kosztowała 67 tysięcy, do której dopisano instruktaż, iż trzeba ją raz w tygodniu natłuszczać, aby nie rdzewiała.

Aneksów wciąż przybywało i rosły koszty. Jak na koniec skrupulatnie wyliczył ówczesny skarbnik gminy pan Władysław Sajna koszt basenu wyniósł ostatecznie 7 654 737, 08 złotych, czyli o niemal dwa i pół miliona więcej niż było w umowie.

Jeżeli dodać do tego nawet szacunkowo skromną wartość stojącej już hali to okaże się, że Oborniki mają bodaj najdroższą pływalnie w kraju, którą niestety trzeba będzie zamknąć z powodu złego wykonawstwa.

Już w lipcu 1999 wydano orzeczenie na temat ustalenia przyczyn powstawania korozji. Czyli dokładnie rok po szumnym otwarciu.

Na sam bankiet dla prominentów wówczas z pieniędzy podatników pan burmistrz wydał prawie 10 000 złotych.

Tymczasem orzeczenie nie pozostawiało wątpliwości, że basen jest źle wykonany. W konkluzji można przeczytać, iż wyciek grozi zalaniem pomieszczeń technicznych, co może spowodować podmycie konstrukcji pływalni i doprowadzić do katastrofy budowlanej.

Przeglądając listę potencjalnych winnych powstania drogiego bubla zaczynają tworzyć się wyraźne łańcuszki.

Protokół odbioru robót w imieniu gminy podpisała panna Barbara Rożek. Nota bene za tego typu działalność na niekorzyść gminy zwolniona z pracy – przez Annę Rydzewską a następnie zatrudniona w starostwie powiatowym jako inspektor budowlany.

Koralewski: nie wracajmy już do historii

Omawianie podczas sesji nadzwyczajnej kwestii związanych z basenem miało gorący klimat.

W. Pawlik pytał o przeglądy gwarancyjne i czynności po wspomnianej tu już ekspertyzie Politechniki Poznańskiej z 1999 roku. Anna Rydzewska zaproponowała mu, aby zapytał sam siebie, bo był wówczas przewodniczącym Rady Miejskiej i miał wiedzę i wgląd sprawy gminne.

Dodała: Koralewski bez zarządu, jednoosobowo, sam wybrał firmę Blue Point niech, więc pan go poprosi aby wystąpił do swojej firmy o to, by ta naprawiła to za co społeczeństwo musi teraz płacić.

W odpowiedzi Jacek Koralewski sam wyjaśnił, że jednak zarząd był wtedy siedmioosobowy, więc proszę sprawdzić w protokołach. Sprawdziłam – wtrąciła Anna Rydzewska. – Firma nie była moja. – Pan ją wskazał, znów wtrąciła AR. – Jest mój błąd, że sam nie miałem czasu dopilnować, bo załatwiałem powiat. Nie wracajmy już do historii. Blue Point to nie są moi znajomi. Nie mówmy tego, co nas dzieli.

Waleria Liczak zaproponowała, aby nie procesować się z nieuczciwym wykonawcą, lecz podjąć coś. Dalej przyznała: byłam radną w minionej kadencji, ale mi nic nie mówili.

Zdecydowanie lepszą pamięcią wykazał się radny Kazimierz Adamek, potwierdzając, że w czasie przedniej kadencji z radnym Henrykiem Łukaszewskim badali stan basenu, informując o swych negatywnych spostrzeżeniach pozostałych radnych i zarząd.

Pozostali radni: do prokuratora

Witold Żółć zaproponował, aby burmistrz podjęła decyzję o zamknięciu pływalni a sprawę jej wad oddała do prokuratury. Jego zdaniem należy proces budowy basenu potraktować jako przestępstwo gospodarcze. Jeżeli oddamy sprawę do sądu to wpisowe wyniesie 80 000 złotych więc proszę mi powiedzieć skąd mamy je wziąć? – zapytała burmistrz. Weźmy w banku kredyt na wpisowe i remont a będą go spłacać następni po nas – zaproponowała beż cienia żenady radna Liczak.

Pani radna prawdopodobnie nie zauważyła, że to nie jacyś „oni”, tylko społeczeństwo będzie musiało spłacać wszelkie długi zaciągnięte w bankach.

Wstępny koszt remontu basenu to półtora miliona, a jak się dobrze policzy, to może dojść nawet do dwóch.

Za te pieniądze można by wybudować wiele kilometrów wodociągów, utwardzić wiele ulic i zbudować wiele mieszkań socjalnych.

Najgorsze jest w tym to, że społeczeństwo raz już zapłaciło i to drogo za basen i trudno sobie wyobrazić, że teraz będzie musiało płacić zań ponownie – powiedziała Anna Rydzewska poproszona po sesji o komentarz do tej sytuacji. Przedtem jednak przewodniczący

Ryszard Ciszak zaproponował glosowanie nad uchwałą akceptującą wystąpienia do prokuratury Rejonowej w Obornikach o wszczęcie postępowania karnego w sprawie nieprawidłowości w wykonaniu inwestycji Pływalnia Oborniki oraz wniesienie do sądu powszechnego o egzekwowanie należności z tytułu gwarancji od firmy Blue Point spółka z o.o w Poznaniu.

Radni uchwałę przegłosowali jednogłośnie. Nie dowiedział się o tym Jacek Koralewski, który krótko przedtem opuścił cichcem salę sesyjną oraz radny Kazimierz Paprzycki, który opuścił salę jeszcze wcześniej, niż były burmistrz.

Sprawa pływalni nadal się rozwija i codziennie odkrywane są kolejne ważne fakty. Będziemy zatem do niej wracać w najbliższych numerach gazety.

Podobne artykuły