Radna powiedziała i zachrumkała

OBORNIKI.. Ubiegłotygodniowa sesja Rady Miejskiej różniła się od czterech wcześniejszych (poza tematyką) również tym, że radna Waleria Liczak, nie lobbowała już na rzecz kolegi z SLD Zygmunta Klupczyńskiego zwanego przez nią pieszczotliwie Zygmusiem.

Zwykle prosiła o wciągnięcie go w skład komisji przetargowej, by sobie tam nieco chłop dorobił do diety radnego, aż tu nagle cisza i żadnego lobbowania. Sekret tej zmiany wyjaśniła burmistrz Anna Rydzewska oświadczając, że Klupczyński na jej wyraźną propozycję wejścia do komisji przetargowej, odpowiedział, że nie wejdzie, bo nie ma na to czasu.

Radny zachował się w końcu po męsku a radna została z ręką w nocniku. Cała jej złość skrupiła się na naszej Gazecie za to, że o sprawie w ogóle (po czwartym lobbowaniu) napisaliśmy. Oburzona, podejrzewała nas głośno i publicznie o chorobę świąteczną (bo jak idą święta to my ją krytykujemy?). Również o to, że piszemy na zamówienie tajemniczych mocodawców, bo zaczęła się kampania wyborcza.

Pod koniec perory skrytykowała nasze korzenie a zakończyła ją upomnieniem, że to ostatnie jej ostrzeżenie. Piszemy pod koniec, bo zakończenie wystąpienia pani radnej było co najmniej zaskakujące. Zaczęła dziwnie chrumkać wydając z siebie głośne i wyraźnie chrum, chrum, chrum, a gdy zgromadzeni wybuchli śmiechem, radna zerwała się z miejsca i w pośpiechu wytoczyła z sali obrad.

Nie do końca zrozumieliśmy atak na naszą Gazetę, bo po pierwsze nie sposób było nie krytykować nagannego i natrętnego lobbowania na rzecz partyjnego kolegi.

Po wtóre, nikt nas nie mocuje, bo sami się mocujemy i wiemy, co oraz jak pisać. A po trzecie do wyborów jest jeszcze przecież prawie półtora roku, chyba że pani radna chce zostać prezydentem? Najmniej jednak zrozumieliśmy kończące występ chrumkanie, a zapytany o to nasz redakcyjny ekspert poradził nam – idźcie lepiej zapytać weterynarza.

Podobne artykuły