Jeden szpital zlikwidowany, drugi bez dyrektora

KOWANÓWKO, MIŁOWODY.. Szpital w Kowanówku ma już ponad 7 milionow zadłużenia i co miesiąc przybywa mu dalsze 300 tysięcy. Przez długi czas jako głównym panaceum na wszelkie kłopoty tej lecznicy miało być odwołanie dyrektor Wilczak. Choć nie zostało po niej już śladu, sytuacja finansowa wciąż się pogarsza.

Pełniący obowiązki dyrektora, jej były zastępca Jan Harajda opracował program restrukturyzacji. W najogólniejszym zarysie preferuje on metodę maleńkich kroczków. Na początek (przejście do zewnętrznych zasobów czyli zmiana pracodawcy dla części załogi) który obejmie portiernię i pralnię. Miał objąć również żywieniówkę, ale zatrudnione w niej osoby zapewniły, że gotowały drogo, bo były w konflikcie z byłą dyrektor.

Po jej odejściu zdobędą sponsorów i ugotują taniej. Taka propozycja przekonała dyrektora Harajdę i zdobyła akceptację członków Społecznej Rady Szpitala (SRS), którzy zgodzili się na 6-miesięczną próbę. Członkom SRS nie spodobał się jednak pomysł przekazania również sprzątania podmiotowi zewnętrznemu. Obecnie sprzątaczki pomagają w szpitalu pielęgniarkom. Gdyby (tańszych) sprzątaczek nie było, to należałoby zatrudnić więcej (droższych) pielęgniarek. Sprzątaczki namawiały, aby lepiej restrukturyzację przeszła księgowość i administrację. Nikt ich póki co nie wysłuchał. Rada Społeczna nie zgodziła się również z outsourcingiem angiografu – urządzenia emitującego obecnie największe koszty. Jej członkowie byli zgodni, że nie można rozstawać się z białą częścią szpitala (lecznictwem)

Martwić musi fakt, że szpital wciąż nie ma dyrektora i nic nie zapowiada jego rychłego przybycia. Dziwi to też i członków społecznej rady mimo, że prócz radnego powiatowego Przemysława Gronostaja, w jej skład wchodzą tak ważne persony jak wicemarszałek Józef Ledwandowski, Krystyna Marcinkowska z Departamentu Zdrowia, czy pan Romanowski z komisji zdrowia przy Sejmiku Województwa Wielkopolskiego.

Dyrektor jest potrzebny by administrować placówką a jest z tym od dawna krucho.

Szpital musi mieć miejską wodę lub powinien posiadać zbiornik zabezpieczający zapas wody na co najmniej siedem dni. Teraz ma zapas na jedna godzinę. Taki zbiornik zaczęto już kiedyś budować, ale jego koszt to ponad 500 tysięcy i szpitala nie stać na kontynuację budowy.

Innym problemem techniczno – ekonomicznym jest jego ogrzewanie. Kotłownia spala codziennie 1450 l oleju opałowego. Cześć cieplika (również wody) jest wykorzystywana przez mieszkańców przyszpitalnych domów, bloków i mieszkań. Jaka cześć? Tego nikt nie wie, więc mieszkańców obciąża się symbolicznie. Potrzebne jest lepsze olicznikowanie i zmiana kotłowni na znacznie tańszą gazową.

Są też i dobre wieści z Kownówka. Trwa remont oddziału rehabilitacyjnego. Przekazane nań środki nie przepadły, pomimo rezygnacji z obornickiej firmy Mróz, ponoć dotąd zbyt drogo remontującej. Tu jednak jest również łyżka dziegciu, bo nie wystarczy tych środków na remont korytarza. Dlaczego oddział rehabilitacyjny jest taki ważny?

Dyrektor Jan Harajda stara się przejąć kontrakt po postawionym w stan likwidacji szpitalu w Miłowodach. Złożył już wniosek na 2,1 mln zł. Szanse są, choć o kontrakt pozostały po Miłowodach stara się również placówka z Kiekrza. Powodzenie tego planu to dla Kowanówka dodatkowe środki i zatrudnienie dla części pracowników ze Szpitala Rehabilitacyjnego w Miłowodach.

Przydałaby się pomoc ze strony właściciela – Urzędu Marszałka Wielkopolskiego. Tej nie widać a niemrawość wspomnianego urzędu wobec ustanowienia nowego dyrektora szpitala w, Kowanówku może wróżyć niechęć ku tej jednostce. Jeżeli tak jest faktycznie, to czarne chmury się dopiero zbierają.

Podobne artykuły