Zanim zaczęła się Msza

OBORNIKI.. Gdy włodarze Obornik wraz z proboszczami obornickich parafii planowali liturgiczne spotkanie na rynku, już było pewnym, że będzie to przede wszystkim ogromny problem logistyczny i organizacyjny o niespotykanym dotąd rozmiarze. Było mało czasu. Dyrektor Obornickiego Ośrodka Kultury – Lech Faron sprowadził do Obornik dużą przenośną scenę z zadaszeniem. Obiekt przywieziono ekspresem i na dodatek udało się panu Leszkowi wynegocjować go ze znaczną zniżką w opłacie. Czterotonowy obiekt specjaliści montowali na rynku w piątek już samego świtu. Trwało to prawie siedem godzin i w południe można było przystąpić do montażu ołtarza polowego i ozdabiania całości. W organizację transportu włączył się burmistrz Bukowski a nie było to całkiem łatwe, bowiem wszystkie firmy transportowe miały dzień wolny od pracy. Przywieziono ławki i aparaturę nagłaśniającą. Akustyk B. Marchewka przez długi czas rozkładał kable, ustawiał głośniki i regulował głośność. Aparaturę ustawiono w specjalnie przygotowanym pawilonie, bowiem nie było pewności, czy wieczorem nie spadnie deszcz. Nie mniej pracy mieli oświetleniowcy. Nad całością cały czas niezmordowanie czuwał proboszcz kościoła farnego – Józef Kamzol. Nie tylko doglądał i doradzał, ale niejednokrotnie sam nosił, dekorował i pomagał we wszystkich fazach przygotowań. W czasie prowadzonych prac na rynek przychodziło wiele osób zainteresowanych zbliżającym się wydarzeniem.

Gdy wreszcie ołtarz polowy był gotów i nadszedł wieczór, policja zablokowała wjazd na rynek, kierując auta objazdem. W bocznych uliczkach na parkingu na rynku ustawiono wozy strażackie. Tam, tez stanęła karetka pogotowia. W różnych miejscach rozstawili się ratownicy. Już na samym początku spotkania musieli udzielić pomocy osobie która zasłabła. Ich interwencja była też potrzebna pod koniec mszy, gdy na przenośnej scenie zasłabła kolejna osoba. Jak się dowiedzieliśmy od jednego z ratowników, ilość ich interwencji wobec tak liczniej rzeszy zebranych była bardzo niewielka. Niewiele mieli do roboty również policjanci, a jak zapewnił nas rzecznik prasowy, ich obecność na rynku była czysto symboliczna. Trochę pracy miał jedynie radiowóz patrolowy, który w czasie mszy musiał udać się ku grupie młodzieży nazbyt głośno zachowującej się na osiedlu Leśnym. Inna młodzież, harcerze 7dsh Pantera, z pochodniami w dłoni trzymała wartę honorową przy krzyżu ulokowanym obok ołtarza. Żaden z nich przez ponad dwie godziny nawet nie drgnął. Do końca trwały również poczty sztandarowe szkół, organizacji i stowarzyszeń.

Dobra organizacja o wspaniała oprawa to praca wielu osób które, choć bezimienne to warte są wdzięczności tysięcy tych, którzy przybyli na rynek by wspólnie pożegnać Ojca Świętego.

Podobne artykuły