W oświacie coraz gorzej i drożej

OBORNIKI.. Problem oświatowy można zdefiniować prostym zdaniem. Spada ilość uczniów a rosną koszty. Rezultatem jest nadchodząca katastrofa.

Nikt tak do końca nie potrafi przewidzieć jej skutków, wszyscy jednak wiedzą, że to tykająca coraz głośniej bomba. W Szkole Podstawowej nr 3 niemal na pewno zabraknie w przyszłym roku pracy dla conajmniej trzech nauczycielek nauczania początkowego. Mogłyby uczyć innego przedmiotu, lecz przez długie lata nie zrobiły niczego, aby zdobyć szersze kwalifikacje.

W szkole w Górce uczy się nie wiele ponad czterdzieści dzieci. Do każdego nich gmina dokłada ponad siedem tysięcy złotych. Tracą na tym wszyscy łącznie z uczniami tej szkoły, bowiem poziom ich przygotowania do gimnazjum jest rozpoznawalnie niski. Nie wiele lepsza sytuacja jest w innych wiejskich szkołach. Optymalnym wyjściem byłoby je zlikwidować na rzecz ratowania szkół miejskich.

Władze Obornik dwukrotnie przystępowały do reformy polegającej na likwidacji Gimnazjum nr 2 i dwukrotnie poniosły porażkę. Bezskuteczność takich działań wskazuje na bezsens ich kontynuacji, a już na pewno w roku wyborczym. Cóż zatem pozostaje? Skoro nie likwidować, to oszczędzać i oszczędzać wszędzie gdzie się da.

Rok temu informowaliśmy, że Oborniki znalazły się na niechlubnym 8 miejscu w kraju w kategorii najwyższe wydatki w przeliczeniu na jednego ucznia w szkole podstawowej i gimnazjum. W tym roku dwutygodnik Wspólnota w numerze z 19 lutego doniósł, że Oborniki mają już 5 miejsce dokładając średnio do każdego ucznia 4307,26 złotych.

Jako jedyni nie zwolniliśmy żadnego nauczyciela ze względów ekonomicznych – pocieszył nas burmistrz Henryk Łukaszewski. Czy jest to jednak powód do zadowolenia? Może w kręgach oświatowych, a na pewno nie wśród wsi bez wodociągów, taplających się w błocie na nie utwardzonych drogach obywateli i wielu innych narzekających na brak inwestycji. Tak to już w ekonomii jest, że bilans musi wyjść na zero. Jeżeli nauczyciele nie tracili dotąd pracy, to teraz zacznie się seria zwolnień, chyba, ze wzorem władz powiatowych będzie się sztucznie utrzymywać nauczycieli, płacąc im za tak zwaną gotowość do siedzenia w domu.

Skutki niżu demograficznego można by nieco złagodzić, gdyby nauczyciele mający już prawa emerytalne zwolnili miejsca dla młodszych koleżanek i kolegów. Tu jednak nauczycielska solidarność się kończy, bowiem nikogo nie można zmusić do pójścia na emeryturę a sami niezbyt chętnie deklarują taki zamiar. Trudno się im nawet dziwić, skoro połowa dyrektorów szkół powinna już dawno być na emeryturze, więc ich przykład nie służy dobrze podległym pracownikom szkół.

Podobne artykuły