Mała sprawa, wielki szum

OBORNIKI.. Oborniki obiegła w ubiegłym tygodniu wieść, że coś dziwnego i nieprzyjemnego spotkało dwóch mężczyzn w sklepie usadowionym na skrzyżowaniu ulic Armii Poznań i Szamotulskiej. Była mowa o uszkodzonym zamku, interwencji policji i związanej z nią brutalności. Postanowiliśmy zasięgnąć informacji o tym zajściu u samego źródła, czyli rzecznika prasowego Powiatowej Komendy Policji A. Bukowskiego.

Z jego słów wynika, że 25 marca o godzinie 150 poinformowano policję, że w pawilonie pod wyżej wspomnianym adresem włączył się alarm i prawdopodobnie ktoś w nim wciąż buszuje. Natychmiast wysłano tam radiowóz. Przybyli na miejsce funkcjonariusze dostrzegli zaparkowany w pobliżu samochód z uchylonym oknem i otwarte drzwi do pawilonu. Zbliżywszy się do nich cicho, dostrzegli uszkodzony zamek, leżącą w pobliżu wiertarkę i prowizoryczne oświetlenie zamocowane na jakiejś desce, a w tyle za regałami usłyszeli czyjeś głosy.

Sądząc że nakryli włamywaczy (bo i cóż innego można było w tej sytuacji pomyśleć?) wezwali przez radio posiłki. Nadjechał drugi radiowóz wsparcia i policjanci razem ruszyli do wnętrza. Okrzykiem policja, stać, starali się wywabić będących za regałami do światła i to im się udało.

Dwaj siedzący tam mężczyźni ruszyli i to bardzo prędko w stronę drzwi. Na kolejne stać policja, również nie zareagowali, więc policjanci sprawnie obu obezwładnili stosując profesjonalny chwyt i skuli panów kajdankami. Następnie ułożyli ich na ziemi twarzą w dół i obszukali.

Dopiero w tym momencie zatrzymani zaczęli wołać, że są tu legalnie za zgodą właściciela. Nie od razu funkcjonariusze im uwierzyli, bo żaden nie miał odpowiednich dokumentów, które mogłyby to potwierdzić. Nieco trwało, nim ustalono właściciela lokalu i nim z Poznania nadeszła informacja, o goszczących w sklepie. Ci ostatni przez cały czas lżyli funkcjonariuszy odgrażając się im, jakie poniosą konsekwencje za obezwładnienie i skucie prawych obywateli.

Tu należy się teraz wyjaśnienie, co owi obywatele tam robili. Zepsuł się wieczorem zamek w drzwiach i nie można było zostawić otwartego sklepu. Właściciel poprosił obu panów (jeden z nich to wspólnik właściciela) o naprawę zamka lub gdyby się ta nie udała to o popilnowanie sklepu do rana. Zamka panowie nie wymienili. Co więc robili nocą w sklepie nie bacząc na to, że załączył się alarm? Trudno powiedzieć. W protokóle zajścia odnotowano jednak, że od obu wyraźnie czuć było zapach alkoholu. Zaproponowano im próbę alkotestem, lecz obaj odmówili, a nie było podstaw do przymuszenia, wiec na owej notatce sprawę zakończono.

Plotka została wyjaśniona, a na koniec warto znów przypomnieć, że społeczeństwo prócz oczywistych praw ma także i obowiązki. Wśród nich było poinformowanie policji o fałszywym alarmie, choćby dlatego, aby do opisanej sytuacji nie doszło.

Podobne artykuły