Dzień, który na zawsze zostanie w pamięci

OBORNIKI.. Gdy papież umierał, Oborniki żyły tak, jakby nikt o tym nie wiedział. Ludzie załatwiali swoje codzienne sprawy, chłopcy obejmowali dziewczęta a piwosze kołysali się w bramach. Na boisku licznie zgromadzeni kibice śledzili mecz piłki nożnej a z okna kamienicy obok kościoła farnego dobiegały głośne dźwięki skocznego disco polo.

W świątyni siedziała samotna kobieta pogrążona w modlitwie i zadumie. W oknach i na balkonach nie dostrzegliśmy żadnej żółtej – papieskiej flagi a co najwyżej wietrzące się bety.

Aż nadszedł wieczór i dotarła do nas ta wieść, której wolelibyśmy nigdy nie usłyszeć a na którą czekaliśmy z lękiem już od dłuższego czasu. Największy z Polaków umarł.

Jadąc przez uśpione miasto mieliśmy niemal fizyczne wrażenie, że nigdy już nie będzie ono takie samo. W centrum Obornik można było spotkać niewiele osób. Obydwa Domy Boże były zamknięte na głucho. Około 2245 na wieży kościoła farnego zapłakały dzwony. Przed kapliczką na podwórcu modliła się samotnie młoda kobieta. Również kościół św. Józefa drzemał za zamkniętymi wrotami. Przy kapliczce stała w skupieniu niema kilkunastoosobowa grupa żałobników. Wiernych nie zawiódł jedynie proboszcz Zbigniew Urny. W świątyni było wielu oborniczan i co raz przybywali kolejni.

Jednak w oknach wielu domów pojawiły się świeczki. Oborniczanie w swojej większości oglądali telewizję i poprzez zapalenie świeczki w oknie okazywali swoje uczucia.

Wreszcie nadeszła żałobna niedziela. Media informowały o żalu jaki przelał się przez świat. Przed kościołami i cmentarnymi krzyżami zapłonęły miliony lampek daru wiernych odprowadzających w ten sposób Jana Pawła II. My też ze zniczem w dłoni odwiedziliśmy kościoły i cmentarny krzyż. Stała pod nim garstka lampek, migocząc żółtymi płomykami. Trochę więcej zniczy przynieśli wierni do kapliczki przed kościołem św. Józefa. Pod pozostałymi płonęły tylko nieliczne ogniki.

Nie chcielibyśmy, aby ktokolwiek z naszych czytelników odczytał ten tekst jako przyganę. Każdy okazuje swój ból jak potrafi. Opisaliśmy w nim tylko to, co udało nam się zarejestrować. Drugi kwiecień 2005 roku na zawsze przejdzie do historii. Taki dzień, jak żaden inny, wart jest opisania.

Podobne artykuły