Czas na oczyszczenie?

OBORNIKI. Pisząc niedawno o odtajnieniu przez IPN teczki znanego obornickiego działacza opozycyjnego z lat osiemdziesiątych Błażeja Stasiaka, mięliśmy pełną świadomości, iż taka informacja nie może przejeść całkowicie bez echa.

Ponieważ krążą po mieście przeróżne wersje tego, co owa teczka zawiera, po zapoznaniu się z jej zawartością można powiedzieć tylko tyle, że na podstawie informacji tam zapisanych, znane są już co najmniej dwa nazwiska konfidentów współpracujących z PRL-owskim reżimem. Ich raporty są bowiem na tyle jasne, że nie ma wątpliwości, kto mógł je napisać.

Indagowani o tę wiedzę w licznych telefonach i rozmowach, możemy jedynie zdradzić, iż jedna z tych osób wywodzi się z kręgów szeroko pojętej oświaty a zajmowała się inwigilacją i donoszeniem na obornicką inteligencję – zwłaszcza relacjonowała Służbie Bezpieczeństwa spotkania byłego Klubu Inteligencji Katolickiej. Dziś można ją z powodzeniem uznać za dobrze ustawioną.

Druga pochodzi z podobornickiej wsi i wywodzi się z ówczesnej opozycji rolniczej. Donosiła na swych współdziałaczy i relacjonowała, jak to Stasiak, Kubiak i Piasecki buntowali obornickich chłopów. Mogła to czynić rzetelnie, gdyż część spotkań opozycji odbywało się w mieszkaniu tej osoby.

Trzecia osoba, która znajdowała się w elitach obornickiej Solidarności a donosiła Służbie Bezpieczeństwa, była na tyle inteligentna, że z jej raportów nie można wywnioskować, kto zacz. Co wisi jednak nie utonie – jej personalia staną się jasne, gdy IPN je udostępni. Wtedy też będziemy mogli podać dwa wspomniane wyżej nazwiska, gdyż nie będzie już żadnych wątpliwości.

Dziś możemy zdradzić tylko tyle, a resztę może ujawnić jedynie sam poszkodowany.

Dodajmy jeszcze, iż gdy pisaliśmy przed tygodniem o trzech agentach umieszczonych przez służby komunistyczne wśród działaczy obornickiej Solidarności, pominęliśmy tych, którzy donosili jako pracownicy ówczesnych Zakładów Mięsnych w Obornikach. Stasiak pracował tam w stanie wojennym a SB umieściła w tym zakładzie pracy aż… sześciu agentów. W ich raportach są jednak przede wszystkim obserwacje czasu i sposobu pracy poszkodowanego, nie byli oni bowiem związani z Solidarnością. Tę informację dodajemy, gdyż jak się dowiedzieliśmy w ciągu ostatnich tygodni do Stasiaka zgłosił się jeden z byłych tajnych współpracowników z rzeźni, przyznał mu się do swoich czynów i przeprosił.

W naszym kraju temat odtajnienia i rozliczania dawnych agentów jest wciąż sprawą otwartą. Już dawno uporali się z tym nasi sąsiedzi Czesi i Niemcy. Polska metoda grubej kreski najwyraźniej się nie sprawdziła. Dowodem na to są coraz głośniejsze afery związane w układami koniunkturalnymi i wszechobecnym kolesiostwem. Już od bardzo dawna było wiadomo, że nie ma przyszłości bez uporania się z przeszłością. Na odpowiedź, czy ten problem również uda się rozwiązać w powiecie obornickim, przyjdzie zapewne jeszcze nieco poczekać.

Podobne artykuły