Tucznik, loszka i srebrna moneta ministra

POWIAT OBORNICKI. 13 edycja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na pewno nie była pechowa, chyba, że jako pech potraktujemy niefortunny wybór daty na konkurencyjną kwestę dla Azji, jaka odbyła się w kościołach. Biadali nad tym niemal wszyscy, ale nikomu nie zepsuło to całkiem humoru i każdy coś tam jeszcze wysupłał.

Już w sobotę zaczęto grać w Ludomach, gdzie oddawano krew rachunek orkiestry. Dla niej zagrali piłkarze. Od niedzielnego ranka dzieci w asyście zawsze niezawodnych strażaków kwestowały we wsiach.

Nie zabrakło kwestujących na ulicach Obornik a zwłaszcza na Rynku. W tym roku najliczniej zbierała pieniądze młodzież z Zespołu Szkół im Kutrzeby. Gdyby nie silny wiatr, można by powiedzieć, że pogoda była jak na te porę roku doskonała.

Po południu na Rynku licznie gromadziła się młodzież i dzieci z rodzicami. Atrakcji było wiele. Warto wspomnieć o frajdzie, jaką przygotował Motoklub Obornicki. Na placu czerwonym stanęło sześć czterokołowych quaów. Prócz popisów sprawnościowych, była też okazja do przejażdżki tym mało znanym a bardzo wyczynowym pojazdem. Jeżeli dodamy, że wśród kierowców był Jacek Stelmaszyk przygotowujący się do występu w Mistrzostwach Świata, to więcej nie trzeba dodawać.

Gdy motocykliści zjechali z Rynku, zaczął się pokaz sprawności ratowników drogowych. Pokazy strażackie zawsze mają wierną widownię i tym razem nie było inaczej.

Nim zaczęła się licytacja, a na nią przybywało coraz więcej osób, można było posłuchać różnorodnej muzyki płynącej z przygotowanej na Rynku estrady. Stawały na niej dziewczęta z Pleciugi, ryknęła też grupa hard-rockowa. Zagrała kapela z Poznania a na deser gitara Witka i głos Dominiki pozwoliły się przenieść w Cudne Manowce. Tu warto podkreślić, że zespół ten przypomina dobre wino. Im jest starszy, tym lepszy.

Jednak nic nie przebiło licytacji i to nie tylko ze względu na wspaniale fanty a również z powodu osoby licytanta i głównego kapelmistrza WOŚP Zygmunta Dyczkowskiego.

Zachrypniętym z wysiłku głosem walczył o każdą złotówkę. Starając się jednocześnie licytować i dyrygować popełniał czasem maleńkie lapsusy, które dodawały imprezie potrzebnego jej luzu.

Gdy motocyklista zalał silnik, zakomunikował: ten mały mi się zmoczył. Nieco później ogłosił: policja prowadzi marszałka Mikołajczaka. Faktycznie dzięki policyjnej eskorcie przez miasto na estradzie stanął nie tylko marszałek Wielkopolski ,ale i minister Stec oraz poseł Stanisław Kalemba. Ten ostatni przez jakiś czas sam kwestował a na estradzie podziwiał dary przywiezione przez dostojnych gości. S. Mikołajczak wystawił na licytację rzeźbę dłuta Rafalika – znanego poznańskiego plastyka. Cena z 500 szybko poszybowała do 1500 złotych a nabywcą okazał się obornicki Bols.

Stanisław Stec tradycyjnie licytował tort, za który zapłacił 400 złotych, a na licytację wystawił jako minister od finansów srebrne 20 złotych. Kupił je, które za 300 złotych marszałek.

Darów było znacznie więcej. Policjanci dali zwyczajowo szablę a starosta obornicki ich wzorem nóż. Firma Łabuzińscy wózek dla lalki a Urząd Miejski zestaw do pisania w pięknym drewnianym etui. Oba te przedmioty szybko znalazły zresztą nabywcę.

Pewien pan kupił złote serduszko, ale dopiero gdy Z. Dyczkowski dołożył mu krawat. Niecodziennymi fantami były – dorodny tucznik radnego Kazimierza Zielińskiego oraz loszka darowana przez prezesa Borowicza ze Świerkówek. Ten ostatni przybył na Rynek z bratem Bogdanem, również i dlatego, by zapewnić, iż loszka jest darem od wszystkich członków kombinatu.

Tegoroczna zbiórka została przeznaczona na zakup sprzętu koniecznego przy zastosowaniu nowoczesnych metod diagnostyki i leczenia w neonatologii i pediatrii. Już koło godziny 19 w skarbonkach było ponad 25 tysięcy.

Podczas licytacji każdy kupował to, co mu pasowało, bo naprawdę było w czym wybierać. Pan Krzysztof nabył pióro wieczna Visconti za 500 złotych a pan Janek kupił żonie za 100 złotych suszarkę do włosów. Nasz ulubiony kierownik Urzędu Pracy kupił sobie flaszkę gorzałki a mała dziewczynka zgłosiła się po biały komplet łazienkowy.

Najważniejsze było to, że choć szczodrość wyraźnie zmalała, to jednak datki wciąż wpływały. Nie sposób nie zauważyć ich powrotu do Obornik, które dostały już sprzęt za ponad 16 000 złotych. Niedawno pisaliśmy o dziewczynce z Rożnowa, która otrzymała pompę insulinową i dzięki niej może normalnie funkcjonować. Takie przykłady dowodzą, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to wielka sprawa.

Nie podajemy tu ostatecznej kwoty, jaka wpłynęła na konto orkiestry. Gdy zamykaliśmy ten numer, płonęło światełko do nieba a komisja liczyła pieniądze. Wynik tego liczenia podamy w następnym numerze gazety.

Podobne artykuły