Nie słuchaj tego buraka

POWIAT OBORNICKI. Nagła dymisja Kazimierza Zielińskiego i to zaledwie po wrześniowej nominacji, zaskoczyła bez wątpienia wszystkich. Sam zainteresowany nie chce rozmawiać o tym co naprawdę zaszło (bo to, że nie podjął tak drastycznej decyzji z nudów lub dla żartu, to pewne), więc musieliśmy sami zbadać podłoże tej zaskakującej dymisji. Po zapewnieniu naszych informatorów, iż pozostaną na zawsze anonimowi, nie było z tym żadnego problemu.

Kazimierz Zieliński odniósł niewątpliwy sukces jako rolnik i obywatel. Jego nowoczesne gospodarstwo wzorowo prosperuje a w środowisku znają go jako człowieka prężnego i ze wszech miar uczciwego. We władzach powiatu funkcjonuje od wielu lat, gdyż był członkiem zarządu już podczas poprzedniej kadencji rady.

Jako człowiek czynu chciał wiele zrobić, jednak odbił się o mur niemocy, niechęci i niezrozumienia. Nie zdobył wystarczającego poważania, prosząc swych podwładnych by uprzejmie zechcieli… podczas, gdy tym się chcieć nie chciało. Dobre wychowanie wyniesione z domu rodzinnego kazało mu być uprzejmym i grzecznym, a to stanęło w konflikcie wobec planów reformowania.

Nie pomagał mu też w tym szef, poniżając go na każdym kroku i niszcząc jego autorytet. Jedna z urzędniczek pamięta, jak niedawno Żuromski zwracając się do pewnej naczelniczki w sprawie Zielińskiego namawiał ją słowami nie słuchaj tego buraka do nieposłuszeństwa. Innym razem gdy wydał podległej sobie pracownicy polecenie służbowe, ta poszła z tym do Żuromskiego a po chwili wychodząc rzekła wzruszając ramionami: nie muszę tego robić, bo mnie starosta z tego obowiązku już zwolnił.

Czym to skutkowało, może zilustrować przykład załatwiania środków na termoizolację Liceum Ogólnokształcącego w Rogoźnie. Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska chciał na ten cel wyłożyć nawet do 90 tysięcy złotych. Potrzebny był kosztorys i wniosek. Poproszona o jego sporządzenie naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska zwlekała z tym przez wiele tygodni. W starostwie nie zadbano niestety o powołanie osoby odpowiedzialnej za inwestycje, choć ta byłaby potrzebniejsza od – na przykład – promocji. W końcu zrobiono kosztorys, lecz błędny bo z pominięciem podbudówki. Z tego powodu WNOŚ wniosek odrzucił a jedynym ratunkiem pozostało wysłanie aneksu do kosztorysu. Tego jednak też nie miał kto zrobić.

Prawdopodobnie między innymi ów aneks stał się powodem kłótni, jaka rozgorzała pomiędzy starostami w we wtorek rano – na krótko przed sesją. Późniejsze kroki Zielińskiego mogły być jej następstwem.

Na pewno Zieliński był solą w oku starosty. Wciąż rosnąca popularność zastępcy, jego pracowitość i inwencja twórcza musiały mu być nie na rękę i mącić jego błogi spokój. Starostwem od dawna rządzi cztery lub pięć osób. Nie jest też tajemnicą, że Żuromski nie ma już w nim wiele do gadania, choć jemu wciąż jeszcze się wydaje, że jest prawdziwym starostą a nie tylko tytularnym. Nie on do tego z resztą doprowadził, lecz jego poprzednik, którego dewizą było ten co nic nie robi, błędów nie popełnia. Ta dewiza jest wciąż wśród wyższych urzędników starostwa powiatowego bardzo popularna. Kazimierz Zieliński nie był jej zwolennikiem, więc robiono wszystko, by go zniechęcić i jak udowodniła wtorkowa sesja, bardzo skutecznie.

Czy radny Zieliński nadal zechce być wicestarostą, tego nie wiadomo. Trudno nie przyznać racji Andrzejowi Okpiszowi, że jeżeli nawet tak, to nie na długo. Gdy raz dzban pęknie to nawet sklejony długo nie posłuży.

Powstała sytuacja stworzyła jednak nowe możliwości. Jedną z nich byłoby odwołanie przez Radę Powiatu całego zarządu a następnie powołanie go na nowo, lecz już w zupełnie innym składzie. Potrzeba do tego jednak konsolidacji i współpracy większej części rady. Jej zasadniczy pień stanowi Porozumienie Warty Wełny i Flinty, które programowo nie współpracuje z lewicą. Nieufny jest stosunek wszystkich do Samoobrony, nikt nie współpracuje z Dykcikiem a ze wszystkimi współpracować chce niezależny Dyczkowski.

Ów brak porozumienia to główna siła starosty. Jednak gdyby się radni jakimś cudem dogadali, mógłby na tym zdecydowanie skorzystać cały powiat obornicki.

Przeprowadziliśmy wiele rozmów na temat zarządzania powiatem i ani jeden z naszych rozmówców nie wystawił mu dobrej opinii. Można w tym stanie trwać czas jeszcze jakiś, lecz nie posłuży to niczemu dobremu a już na pewno niczego nie zbuduje, co widzimy gołym okiem bilansując zeszłoroczne dokonania jego zarządców.

Podobne artykuły