Urzędnicy kontra stypendia

POWIAT OBORNICKI. Liczba różnego rodzaju stypendiów nijak nie przystaje do liczby potrzebujących wsparcia. Niedawno pisaliśmy o załatwionych wielkim trudem 11 stypendiach dla uczniów i studentów naszego powiatu.

Znacznie więcej stypendiów otrzymała od Unii Europejskiej młodzież wiejska. Unia dała, ale polscy urzędnicy podzielili i to tak, że sposób ich przyznawania urągał nie tylko zdrowemu rozsądkowi ale i wszelkiej poczciwości.

Do stypendiów mieliśmy wytypować uczniów w czerwcu, kiedy ich nie ma bo są wakacje. Wypłatę zaplanowano na koniec grudnia, gdy uczniów nie ma bo są ferie –

skarżył się dyrektor Roman Ostrowski z Objezierza. W sumie wytypował 55 stypendystów. Każdy z nich otrzymał 118 złotych miesięcznie lecz ściśle na koszty nauki. Jeżeli uczeń kosztem zimowej kurtki kupił we wrześniu podręczniki, to już teraz kurtki nie kupi bo ta nie służy do nauki. Na wszelkie zakupy musi być rachunek i do końca nie wiadomo czy zostanie zakwalifikowany. Zdaniem R Ostrowskiego najlepiej mają uczniowie mieszkający w internacie. Można pokryć koszt utrzymania ze stypendium i sprawa jest prosta.

Myliłby się ktoś, kto sądzi, że stypendium dostali jednak najbardziej potrzebujący. Wyliczono je z ubiegłorocznych dochodów, które najczęściej w szybko zmieniających się realiach mają się nijak do dochodów tego roku.

Przykładem tego może być dwóch bliźniaków z rogozińskiego Zespołu Szkół Agrobiznesu. Dochody ich rodziców, w tym roku spadły a oni nie zakwalifikowali się na stypendium. Nie stać ich było nawet na bilet miesięczny i był poważny problem z dojazdem do szkoły.

Urzędnicy wyruszali ramionami, bo im tak wypadło matematycznie. Szczęściem o ich problemie dowiedział się radny powiatu Andrzej Szuberski, który nie czekając na pomoc urzędniczą sam kupił chłopakom dwa bilety.

Wyliczanie dochodów rodzinom, których dzieci powinny lub nie powinny otrzymywać wsparcie też jest dalekie od ideału. Radny Rady Miejskiej Obornik i znawca wiejskich realiów Zygmunt Klupczyński twierdzi, iż sam zna przypadki rodzin, których dzieci dostały choć nie powinny lub nie dostały choć się należało.

Problem stypendiów to problem krótkiej kołdry. Zawsze gdzieś zabraknie, jednak tym bardziej warto aby urzędnicy spojrzeli na ten problem ludzkim okiem a nie jedynie przez pryzmat przepisów i kalkulatorów.

Podobne artykuły