Solidarnościowa pikieta w Obornikach

OBORNIKI. W tygodniu, kiedy obchodziliśmy kolejną rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, wydarzenia które rozegrały się na ulicy Szamotulskiej mogły niektórym przypomnieć atmosferę protestów sprzed lat. Odgłosy demonstracji można było usłyszeć w centrum miasta, nie było jednak milicji a spokojnie do protestujących nastawiona obornicka policja. W miniony czwartek bowiem na terenie obornickiego zakładu Top Sofa (spółka z niemieckim kapitałem) pikietowało około 50 związkowców z Solidarności przybyłych tu specjalnym autobusem z Poznania. Powodem była obrona zwolnionego dyscyplinarnie w trybie art. 52 kodeksu pracy szefa zakładowego związku zawodowego Rafała Molińskiego. Dołączyło do nich także kilkanaście osób, członków Solidarności z Obornik.

Wiceprzewodniczący wielkopolskiej Solidarności Marek Wiza uważa, iż szef związku powinien być szczególnie chroniony. Tymczasem prezes Top Sofy Mariusz Lewandowski zarzucił mu nakłanianie załogi do podpisywania nieprawdziwych oświadczeń. Twierdził, że Rafał Moliński posłużył się przeciw swej firmie sfałszowanym dokumentem, co on musiał uznać za ciężkie naruszenie dyscypliny pracy.

Ja tylko przekonywałem ludzi, że nie powinni się bać, że powinni mówić prawdę – tłumaczył zwolniony. Zmuszano pracowników do pracy w sobotę i nie wypłacono im za to nadgodzin, tylko podpisywano nimi umowy o dzieło.

Pracownicy faktycznie pracowali również w sobotę i sam do nich o to apelowałem. Nikt jednak nie robił tego pod przymusem i nikt nie został bez zapłaty – tłumaczył prezes Lewandowski.

Top Sofa jeszcze dwa lata temu stała na skraju bankructwa. Dziś zatrudnia 270 osób. Produkuje meble tapicerowane. Cała produkcja jest eksportowana. Pan Moliński był szefem związku od ponad czterech lat, tak samo długo ja jestem prezesem. Zawsze udawało nam się porozumieć. Jestem zwolennikiem istnienia związku w firmie – twierdzi prezes.

Top Sofa dwa lata temu zwolniła 120 osób z 300 osobowej załogi i to za zgodą związku. Obrót meblami ma sezonową specyfikę. Wiosną, mimo załamania się rynku, firma dostała duże zamówienie. Pracując w systemie taśmowym mogła je zrealizować jedynie w sobotę. Zaproponowano pracownikom dodatkową pracę i płacę. Każdy dostał umowę i zapłatę. Minęło kilka miesięcy, zatrudniono 70 pracowników. Warunki wykonywania pracy kontrolowała Państwowa Inspekcja Pracy – tłumaczył prezes Lewandowski.

Przewodniczący związku Rafał Moliński zaatakował prezesa, iż ten zmusza do pracy w nadgodzinach nie płacąc za to godziwie i zgodnie z przepisami. Zaatakowany prezes odpiera atak tłumacząc, że sami pracownicy donieśli mi o próbach nakłaniania ich do fałszywych zeznań. Otrzymałem list podpisany przez część załogi.

Zarzucono mi, że podżegałem pracowników do składania fałszywych zeznań podczas wizyty inspekcji prac – mówił Moliński. Skierował pozew do sądu i żąda w nim przywrócenia go do pracy

Prezes zapytany o to czy kara nie była rażąco niewspółmierna do wykroczenia i czy Moliński ma jeszcze szansę powrotu, odparł nam: nie chcę tego rozstrzygać w tej chwili. Ale przed nikim nie zamykam drzwi. Dla mnie najważniejsze jest dobro zakładu, dobrobyt pracowników i zyski udziałowców.

Prezes przyznał, że o pikiecie dowiedział się z mediów. Władze wydały na nią zgodę, choć oczywiście nie na wejście na teren zakładu. Sama pikieta była dobrze zorganizowana i sprawnie przeprowadzona. Służby porządkowe zabezpieczające miejsce protestu niewiele miały do roboty. Były transparenty, nagłośnienie i taczka dla prezesa. Poznaniaków najbardziej aktywnie wsparł też, prócz samych zainteresowanych, Zbigniew Wojdowski z obornickiego Liceum. Do pikiety nie przyłączył się nikt z pracujących w tym czasie związkowców Top Sofy.

Podobne artykuły